W kraju powstają nie tylko karabiny, ale i działa samobieżne, celowniki czy nowoczesne mundury. Możemy się pochwalić też sporymi osiągnięciami w dziedzinach, które wydają się być zarezerwowane dla gospodarczych i militarnych potęg - superzaawansowanymi środkami łączności, komputerowymi symulatorami pola walki czy futurystycznymi systemami pozwalającymi żołnierzom na dzielenie się informacjami w czasie bitwy. Nie do wiary? Przeczytaj sam!

1. Modułowy System Broni Strzeleckiej

Inżynierowie Wojskowej Akademii Technicznej we współpracy z Fabryką Broni "Łucznik" - Radom opracowali broń, która ma zastąpić używane przez Wojsko Polskie karabinki Beryl, nawet po licznych modyfikacjach bazujące na leciwych kałasznikowach AKMS. Modułowy System Broni Strzeleckiej obejmować będzie całą rodzinę broni 5,56 mm: karabinek dla piechoty, subkarabinek oddziału specjalnego lub załogi pojazdu, karabin maszynowy, wyborowy. Dzięki zastosowaniu zunifikowanych modułów każdy rodzaj broni naprawimy za pomocą tych samych części, a żołnierz przeszkolony w używaniu i pielęgnacji jednego poradzi sobie z pozostałymi.

Na razie powstał tylko model dla piechoty - za to w dwóch wariantach konstrukcyjnych. Wersja klasyczna (kolbowa) przypomina beryle (zdjęcie w środku), podczas gdy druga (foto na górze strony) przyciąga wzrok niespotykanym dotąd w Polsce umieszczeniem magazynka i zamka - za chwytem pistoletowym. Układ ten, zwany bezkolbowym albo bull-pup, sprawia, że broń jest o jedną trzecią krótsza, nie tracąc na celności - długość lufy pozostaje bez zmian. Bezkolbowce używane są m.in. przez armie izraelską, angielską i francuską.

2. Snajperka Aleksa

Czym różni się strzelec wyborowy od snajpera? Ten pierwszy to rzemieślnik - walczy razem z drużyną, a jego broń nie jest wiele lepsza od wyposażenia kolegów z piechoty. Najczęściej to karabinek z nieco cięższą i dłuższą lufą. Snajper działa sam lub ze zwiadowcą. To myśliwy, polujący za liniami nieprzyjaciela, często na oficerów lub innych snajperów. Artysta, który do swojej sztuki potrzebuje wysoce wyspecjalizowanego narzędzia. Automatyka w karabinie oznacza wiele części, zaś każda komplikacja utrudnia osiągnięcie niezawodności i powtarzalności. Karabin dla snajpera powinien być repetowany ręcznie.

Tak właśnie działa Bor, fabrycznie oznaczony jako Alex - od imienia konstruktora Aleksandra Leżuchy. Broń dla snajperów stworzono w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Sprzętu Mechanicznego w Tarnowie. To także jest bull-pup. Jego długa lufa w żadnym punkcie nie styka się z łożem (uchwytem), co zapewnia większą precyzję strzału. Oprócz wprowadzonej już do uzbrojenia Wojska Polskiego wersji ładowanej nabojem 7,62 mm powstał też model przystosowany do mocniejszej amunicji. 338 Lapua Magnum pozwala na strzelanie na dystanse powyżej 1 km.

3. 2 w 1: celownik optyczno-termowizyjny

Nie wystarczy trzymać w ręku karabinu. Trzeba trafić. A żeby trafić, musisz zobaczyć nieprzyjaciół, nim oni ujrzą ciebie.

Taką przewagę daje naszym żołnierzom celownik Acrab 2.

Wyprodukowany przez warszawskie zakłady Etronika, jest pierwszym krajowym urządzeniem integrującym funkcje celownika dziennego i termowizyjnego. Można z niego korzystać zarówno przy normalnej widoczności, jak i nocą, we mgle lub dymie. Do obserwacji w świetle widzialnym oraz termicznej służy ten sam zestaw pokręteł. Taka broń stanowi ogromne ułatwienie dla żołnierzy, którzy dotąd musieli nosić ze sobą dwa celowniki (dzienny i termowizyjny). O ile łatwo sobie wyobrazić, że snajper zmienia wyposażenie karabinu o zmierzchu i świcie, o tyle trudno oczekiwać, by robił to za każdym razem, kiedy widzialność się pogorszy.

Acrab 2 wykorzystuje niechłodzoną matrycę czujników mierzących energię promieniowania podczerwonego, dzięki czemu nie jest duży i zużywa mało energii. Dodatkowa korzyść takiego rozwiązania to szybka gotowość celownika do pracy. Może być umie-szczany na szynach Picatinny - standardzie we wszystkich karabinach. Jego żywiołem są, oczywiście, snajperskie. Jak nasz Bor.

4. Radiostacja osobista

Stała komunikacja i wymiana danych to codzienność nie tylko w firmach, ale też w wojsku. Do niedawna na wyposażeniu całego plutonu znajdowała się jedna radiostacja. A więc jeden środek komunikacji przypadał na około czterdziestu żołnierzy!

5. Kurtka, która kryje i oddycha

Mundur musi być jak piżama, nie garnitur. Ma nie tyle dobrze wyglądać, co oferować maksymalną wygodę. Ludzie odpowiedzialni za ich projektowanie zdali sobie z tego sprawę stosunkowo niedawno. Dopiero podczas I wojny światowej żołnierze otrzymali stroje w jednolitych kolorach, ułatwiających wtapianie się w otoczenie. Podczas kolejnego globalnego konfliktu na mundurach pojawiły się wzory maskujące. Następny impuls do badań nad ergonomią wojskowych ubiorów przyniosła wojna w dżunglach Wietnamu. Dziś obserwujemy nowe etapy rozwoju wzorów maskujących, ewolucję kroju i - nowość - coraz szersze zastosowanie wyrafinowanych materiałów.

Doskonałym tego przykładem jest produkowana przez działającą w podwrocławskich Błoniach firmę Helikon-tex kurtka Soft Shell Level V, która koncepcyjnie wywodzi się z umundurowania armii USA.

Level V wykonano z nylonu ze spandeksem, co sprawia, że jest lekka, cienka i wygodna, daje się zwinąć, doskonale chroni przed wiatrem oraz chłodem i świetnie "oddycha". Nawet podczas intensywnego marszu nie będziesz w niej spływać potem, a podczas postoju nie zmarzniesz.

Projektanci inspirowali się dorobkiem producentów odzieży sportowej, łącząc go z trendami określającymi krój mundurów. Level V ma kieszenie umieszczone na tyle wysoko, że nie zakrywa ich zapięty pas biodrowy plecaka, otwory wentylacyjne pod pachami (zapinane zamkiem błyskawicznym), zaś na rękawach typowo wojskowe, skośnie naszyte kieszenie, dostępne nawet po nałożeniu kamizelki kuloodpornej.

Na kurtce nadrukowano uniwersalny kamuflaż camogrom (patrz zdjęcie), dzięki czemu dobrze wtapia się w tło.

6. Kamizelka wszystkomogąca

7. Samobieżny krab...

"Uderzać i znikać". Hasło oddziałów specjalnych dziś dotyczy także artylerii. W konflikcie z zaawansowanym technologicznie przeciwnikiem artylerzyści ścigają się z czasem. Radary i komputery w ciągu kilku minut zapewnią odpowiedź na ogień baterii - bomby samolotów. Działa ciągnione odeszły więc do lamusa, a główną siłę artylerii stanowią zdolne do szybkiego przemieszczania się modele samobieżne.

Krab (zdjęcie na poprzedniej stronie) to pierwsza polska konstrukcja odpowiadająca zachodnim standardom - poczynając od zastosowania natowskiego kalibru 155 mm, a kończąc na automatycznym ustaleniu pozycji pojazdu (dzięki czemu może prowadzić ogień według koordynat podawanych przez dowództwo). Podstawą wyprodukowanej w Hucie Stalowa Wola jednostki jest podwozie radzieckiego ciągnika artyleryjskiego MT-S z silnikiem o mocy 625 KW, pozwalającego osiągać prędkość 60 km/h (30 km/h w terenie), zaś uzbrojenie stanowi brytyjska armatohaubica opracowana na podstawie modelu AS-52. Długie działo strzela dowolną amunicją NATO, w tym kumulacyjną, samonaprowadzającą, z subamunicją czy wyposażonymi w gazogenerator pociskami Base Bleed, pozwalającymi atakować cele znajdujące się w odległości 40 km. Zgodnie z przytoczoną na początku akapitu zasadą krab potrafi osiągnąć gotowość do strzału w 30 s, nawet jeśli znajduje się w ruchu, w 10 s wystrzelić serię trzech pocisków i natychmiast zmienić stanowisko.

O to, by amunicja leciała nie tylko szybko, ale i celnie, dbają trzy komputery wspomagane radarem oraz dalmierzem laserowym.

8. ...i zestaw przeciwlotniczy

Współczesne czołgi bardziej niż jakiejkolwiek innej broni obawiają się samolotów. Potężne, szybkie i silnie uzbrojone stalowe behemoty nie potrafią same się obronić przed spadającymi z nieba bombami, rakietami czy inteligentną subamunicją. A przecież są stworzone do tego, by wykonywać uderzenia z dala od bezpiecznego parasola stanowisk obrony przeciwlotniczej.

Jak rozwiązać ten problem? Zabrać obronę ze sobą!

Loara to samobieżny artyleryjski zestaw przeciwlotniczy, dzieło stołecznego Centrum Naukowo-Produkcyjnego Elektroniki Profesjonalnej "Radwar". Na zmodyfikowanym podwoziu czołgu T-72 usadowiono wieżę wyposażoną we wszystko, czego potrzeba do ochrony przed atakiem z powietrza: nowoczesne środki wykrywania i namierzania celów, systemy kierowania ogniem oraz dwie armaty automatyczne 35 mm. Do wykrywania celów powietrznych służy loarze trójwspółrzędny (określający zarówno odległość i azymut celu, jak i jego wysokość) radar stabilizowany we wszystkich płaszczyznach, dzięki czemu może działać także w czasie jazdy. Śledzenie wykrytych celów przejmują precyzyjny radiolokator lub głowica optoelektroniczna zawierająca kamerę telewizyjną i termowizyjną, nieemitujące wykrywalnego promieniowania, oraz laserowy dalmierz pozwalający dokładnie określić odległość do samolotu. Teraz do akcji wkracza komputer balistyczny wyposażony w algorytmy predykcyjne, przewidujące położenie celów wykonujących intensywne manewry. Kiedy człowiek podejmie decyzję o otwarciu ognia, koncert zaczynają armaty, każda zdolna wysłać w ciągu sekundy dziewięć pocisków na odległość 4,5 km. Trwają prace przystosowujące loarę do strzelania inteligentną amunicją AHEAD, pozwalającą precyzyjnie wybrać moment eksplozji.

Zestaw przeciwlotniczy może działać samodzielnie lub jako element systemu obronnego ze stanowiskami wykrywania, dowodzenia i innymi jednostkami artylerii lub rakiet.

9. Platforma teleinformatyczna

To stworzony w bydgoskiej firmie Teldat system C4ISR (Command, Communication, Control, Computer, Intelligence, Surveillance and Recoinnessance), czyli platforma teleinformatyczna pozwalająca na przesyłanie głosu, obrazów, filmów i innych danych za pomocą protokołu IP. Jaśmin jest w stanie wykorzystywać różnego rodzaju nośniki - kable światłowodowe i miedziane, sieci bezprzewodowe WLAN, fale radiowe czy łączność satelitarną. Dzięki systemowi dowódca walczącego na froncie oddziału wie, gdzie są oddziały jego oraz nieprzyjaciela, kiedy do plutonu dotrze zamówione uzupełnienie amunicji, może obejrzeć pole walki na żywo z kamery samolotu bezzałogowego, zapoznać się z prognozą pogody na najbliższe godziny i zostanie ostrzeżony o zbliżających się myśliwcach wroga.

10. Symulator cyfrowy

Na ukrytą za prowizorycznymi umocnieniami drużynę naciera pluton nieprzyjaciela. Sytuacja jest niewesoła. Atakujący wykorzystują ukształtowanie terenu, kryją się ogniem i prą naprzód. Wkrótce zapadnie zmierzch... W blasku pocisków oświetlających i wystrzałów widać twarze pełne determinacji. Muszą utrzymać pozycję!

Muszą, bo inaczej... Nie zaliczą ćwiczenia.

To nie był atak talibów na nasz patrol w Afganistanie, tylko trening na symulatorze Śnieżnik, dziele Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia z Zielonki i firmy Autocomp Electronic ze Szczecina. Żołnierze mają na sobie prawdziwe oporządzenie i kryją się wśród worków z piaskiem. Reszta wyświetlana jest za pomocą projektorów na ekranie o wymiarach 12x3 m. Obiekty nie tylko wyglądają, lecz też poruszają się jak autentyczne, a wyliczona przez komputer perspektywa pozwala oceniać odległość za pomocą lornetek z siatką milimetrową. Każdy z uczestników ćwiczenia korzysta z broni wyglądającej i działającej jak jego przydziałowy beryl, granatnik RPG-7, karabin maszynowy PK lub snajperka SWD, tyle że wyposażonej w czujniki reagujące na przeładowanie, zmianę położenia przełącznika rodzaju ognia, odbezpieczenie czy zmianę magazynka. Kiedy żołnierz naciska spust, laserowy wskaźnik na jego broni informuje komputer o punkcie, w jaki wymierzona jest lufa, a odpowiedni program oblicza miejsce trafienia, uwzględniając balistykę pocisku oraz wpływ pogody (np. bocznego wiatru), i wyświetla efekt na ekranie. Choć karabin nie korzysta z prawdziwej amunicji, jego automatyka jest zasilana azotem, więc można strzelać seriami. Ale uwaga - wirtualni przeciwnicy się odgryzają! Dzięki kamerom śnieżnik wie, kiedy ktoś znajdzie się na drodze wrogiej kuli. Ćwiczenia prowadzone z jego pomocą są nie tylko tańsze od terenowych, ale pozwalają na naukę reakcji w sytuacjach, których nie da się odtworzyć na strzelnicy.

Tekst: Konstanty Młynarczyk

Zdjęcia: Andrzej Bogacz, Shutterstock, materiały prasowe, www.e-militaria.pl  (montaż)

Zobacz też na Logo24 :