Rolls-Royce wśród Rolls-Royce'ów

Mając na swoim miejscu parkingowym Rolls-Royce’a (moja kilkuletnia Toyota została wygoniona na publiczny parking – sorry, takie życie) człowiek ma okazję się przekonać, jak wielu nagle ma znajomych i że wszyscy oni mają dużo wolnego czasu. Do któregokolwiek kumpla bym nie zadzwonił i nie powiedział „słuchaj stary, mam Rolls’a na kilka dni, przyjechać po ciebie?”, był on w stanie rzucić wszystko w cholerę, wziąć urlop na żądanie, odwołać randkę z najpiękniejszą laską na całym Tinderze i zameldować: „za 5 minut czekam na rogu”. W końcu nie codziennie masz okazję przejechać się najlepszym pojazdem na świecie. Obiektem marzeń, punktem odniesienia dla innych marek, także innych branż. Mówi się przecież choćby o jakimś drogim telewizorze, że to „Rolls-Royce wśród telewizorów”. O jakimś wiekowym single malcie, że to „Rolls-Royce wśród whisky”. Ale dziwnym trafem nikt nigdy nie powie o Rolls-Roysie, że to, powiedzmy, „taki Rolex wśród samochodów”. Może dlatego, że słowo „samochód” niezbyt do niego pasuje? Bo samochodów jest wiele, a Rolls-Royce jest jeden i stanowi kategorię pojazdów samą w sobie? Miałem okazję przekonać się na własnej skórze o co to wielkie „halo”.

Ghostem bez szofera

Testowałem Rolls-Royce’a Ghost Black Badge. To limuzyna, którą „wypada” jeździć jako kierowca. Ba! Nawet po to została wymyślona – gdy w takim Phantomie nie do pomyślenia jest, by nie mieć szofera, w Ghoście producent zachęca, by usiąść za kółkiem. Powód? To najmocniejszy Rolls-Royce na świecie, który pod maską ma zawrotne 632 konie mechaniczne. Rozpędza się do setki w 4,8 sekundy, jak rasowy bolid. Waży 2,5 tony, ma 6.6 litrowy silnik o 12-cylindrach i szalone 840 Nm momentu obrotowego. Co ciekawe, przez wiele lat producenci Rollsa na pytanie o moc samochodu, odpowiadali krótko: "jest wystarczająca". Kto normalny powątpiewałby w siłę ich silników? Dziś, przez zmianę przepisów, dane te musiały ujrzeć światło dzienne. Nieco tajemnicze zostało działanie klimatyzacji. Są pokrętła, by zrobić cieplej lub chłodniej, ale nie ma nigdzie informacji wyrażonej liczbami, ile dokładnie stopni panuje w kabinie. - My, w Rolls Royce'ie nie będziemy poświadczać nieprawdy jak inni producenci - wytłumaczył mi pan, który wręczał kluczyki do tego cuda. - Czy coś jeszcze powinienem szczególnego wiedzieć o tym samochodzie zanim ruszę nim w miasto? - zapytałem. Zażartował tylko - samochód jak samochód, czymś przecież jeździć trzeba. Szerokiej drogi!". No to jedziemy.

Gwiazda maszyny z Goodwood

Pierwsze wrażenie: jest na pewno bardzo masywny, więc "szerokość" drogi jest kluczowa. Na moim miejscu parkingowym nieco wystawał poza obrys. Przekładnia ośmiobiegowej skrzyni biegów jak w mercedesie (albo raczej w mercedesie jak w rolls-roysie), zachowany klasyczny zegar w kokpicie - odrobina historii w całkiem nowoczesnym wnętrzu. Ruszam. Prowadzi się lekko, gładko, nie czuć jego masy. Pierwsze kilkaset metrów i czuję się już swobodnie. Rozsiadam się w skórzanym, przyjemnym fotelu. Odpalam masażery. W głowie słyszę "samochód jak samochód". Świat na około jednak tego nie potwierdza. Zacznijmy od podstawowych, może nieco uproszczonych skojarzeń. Rolls-Royce to samochód dla spełnionych, poważnych ludzi. Nie jest to krwistoczerwone Ferrari dla faceta przeżywającego drugą młodość albo jakaś wyścigówka dla nowobogackiego playboya. To nie tak, że ktoś ciułał, ciułał, wpakował się w leasing i sobie wreszcie kupił samochód, ale po prostu uznał, że wybierze to, co najlepsze na świecie. Tłumaczy to oczywiście dlaczego w Polsce, kraju na dorobku tych Rollsów jeździ tak niewiele. Od pierwszej chwili miałem wrażenie, że ludzie po prostu się na mnie gapią. Odwracają wzrok na ulicy uderzając w słupy, podjeżdżają bliżej na światłach, żeby zobaczyć kto siedzi w środku fury za równowartość kilku niezłych mieszkań. Pokornie spuszczają głowę siedząc w Bentleyu, bo dotychczas myśleli, ze są królami szos, a tu nagle ktoś w Rolls-Roysie przyćmił ich gwiazdę. Gdybym był imigrantem, groziłaby mi deportacja i musiałbym wziąć ślub w kwadrans - myślę, że w tym samochodzie nie miałbym problemu ze znalezieniem chętnej. I to bardzo ładnej.

Detale Rolls-Royce'a

Model oparto na płycie podłogowej BMW F01. Słynna figurka Spirit of Ecstasy wysuwająca się wraz z otwarciem samochodu zyskała czarną powłokę. Ciemniejsze są też elementy chromowane, takie jak przedni grill, listwa pokrywy bagażnika, listwy wlotu powietrza i końcówki rur wydechowych. Sama czerń lakieru karoserii jest najgłębsza i najbardziej intensywna, jaką widziano na nadwoziu samochodu seryjnego - chwalą się w Rolls Roysie. Przeplatające się warstwy farby i lakieru, tworzące kolor Black Badge, są wielokrotnie ręcznie polerowane. Bajerem są lekkie felgi z nowego kompozytu włókna węglowego i aluminium, unikalne dla każdego zamówionego modelu Ghost Black Badge. Pracowali nad nimi w Goodwood przez cztery lata. Składają się z 22 warstw włókna węglowego układanych w trzech kierunkach, podwiniętych na zewnętrznych krawędziach obręczy tak, aby uzyskać wytrzymałość 44 warstw.

Słowo klucz: personalizacja 

We wnętrzu? Cóż - "moja" wersja Ghosta nie do końca trafia w mój gust, bo nie wybrałbym sobie fioletowej skóry. Nie jestem kochanką arabskiego szejka albo rosyjskim oligarchą. Za to co do jakości wykonania trudno mieć jakiekolwiek uwagi - przypomnę tylko, że produkcja Rolls-Royce'a trwa 6 miesięcy, a, dajmy na to, Toyoty 13 godzin. To widać. Na podsufitce znalazły się setki diod LED (robione ręcznie, jak większość elementów), które tworzą “gwiazdozbiór”. Z tyłu, w podłokietniku, zainstalowano uchwyty na eleganckie kieliszki, a w głębi tego podłokietnika telefon stacjonarny (tak, tak) i lodówkę, by szampan miał odpowiednią temperaturę. Stopy pasażerów zapadają się w wysokich dywanikach z owczej wełny. Wersja Black Badge jest niepowtarzalna z tego powodu, że do żadnego innego modelu nie mogą zostać dokupione jego elementy. Nawet jeśli klient zażyczy sobie do "zwykłego” Ghosta felgi z modelu BB, serwis ma obowiązek w zamówieniu podać numer VIN. Jeśli ten nie będzie zgodny z Black Badge, fabryka nie wyśle felg. Cóż, problemy pierwszego świata.

Na koniec pytanie z serii trudnych: ile kosztuje taka przyjemność? Odpowiedź: nieważne*. Są produkty masowe, są produkty premium i są produkty luksusowe. W tych ostatnich chodzi właśnie o to, że cena nie gra roli. Dlatego każdego dnia siedząc z tyłu jako pasażer albo z przodu jako kierowca, poczujesz się jakbyś miał urodziny.

Rolls Royce, choć to firma z wieloletnią tradycją, zmienia się i nabiera wiatru w żagle. W zeszłym roku zadebiutował ich kabriolet Dawn, w tym roku nowa limuzyna Phantom, zaś w przyszłym Cullinan. Takiej serii premier, jedna po drugiej, Rolls-Royce Motor Cars w swej 113-letniej historii jeszcze nie miał. Ponadto przyszłoroczny Cullinan będzie miał napęd na cztery koła - rzecz nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu. Wydawałoby się, że szybciej Brytyjczyk nauczy się gotować, niż panowie z Rollsa ulegną presji rynku. Otóż jednak - w czasach gdy rynek samochodowy SUV-ami stoi, a tego typu auta mają w ofercie Bentley (Bentayga), Lamborghini (Urus) czy Maserati (Levante) także i Rolls zdecydował się na ten przełomowy krok w swojej historii. Ghost jest trochę odejściem od wizerunku limuzyny dla koronowanych głów. Albo próbą zbudowania wizerunku "kup mnie jako kolejny model do kolekcji". Tak czy owak "nowa linia" marki przynosi efekty - Rolls Royce notuje rok do roku wzrost sprzedaży.

 * Dla dociekliwych: ok 1,7 mln zł.