Co trzecie zarejestrowane w tym roku w Polsce auto to SUV – tę informacje jak mantrę powtarzają wszyscy w motoryzacyjnych dyskusjach. Klienci pokochali te auta, więc producenci robią je na potęgę. Volkswagen zapowiada, że do 2020 r. będzie miał w swej ofercie w sumie 19 (!) modeli SUV-ów i crossoverów na całym świecie. Raptem dwa lata temu pojawił się nowy Tiguan, w ubiegłym roku T-Roc, a już w obecnym VW pokazał odświeżoną wersję Touarega – mieliśmy okazję przetestować je na Islandii. O najnowszym i najmniejszym T-Crossie, którego zaprezentowano w ostatnich dniach, również piszemy, ale w osobnej ramce. On na Islandię nie zdążył dopłynąć. Pozostałe SUV-y Volkswagena na poznańskich numerach dostały się na wyspę lodu i ognia promem. Od razu uprzedzam, że to dość droga opcja. Prywatnie najlepiej wypożyczyć samochód na miejscu.


– Jak pewnie już się zorientowaliście, to kraj SUV-ów i małych terenówek – powiedział Tomek z VW. – Właśnie dlatego chcieliśmy zaprezentować nasze auta niejako w ich środowisku naturalnym.


I rzeczywiście, choć główne drogi na Islandii są w bardzo dobrym stanie i kilometrami ciągną się niczym „highwaye” na zachodzie Ameryki, to niektóre potrafią bez ostrzeżenia zmienić się w szutrówki albo strome serpentyny wspinające się na wulkaniczne stoki. Zdarzają się też dróżki oznaczone znakiem „Zakaz wjazdu pojazdów bez napędu 4×4”. I do tego te zmienne warunki atmosferyczne...

VW T-Roc zbudowany na płycie podłogowej Golfa VII. Jest wersja z napędem na wszystkie kołaVW T-Roc zbudowany na płycie podłogowej Golfa VII. Jest wersja z napędem na wszystkie koła fot. Mariusz Barwinski


„Jeśli nie odpowiada ci pogoda, to poczekaj chwilę, zaraz się zmieni” – takie zdanie powtarzają nowo przybyłym Islandczycy, a jeszcze częściej ci, którzy są tu od kilku dni. I rzeczywiście, co 15 minut mieliśmy zmianę aury: słońce, deszcz, silny wiatr, przenikliwy chłód i przyjemne ciepełko, bezchmurne niebo i pełne zachmurzenie oraz tęcza, a jak komu mało, to dwie tęcze równocześnie. A to wszystko wczesną jesienią. Zimą jest gorzej. – Bywa tak, że w ciągu godziny potrafi spaść pół metra śniegu – opowiada Kuba, Polak, który wypożyczał nam rowery na grubych balonowych oponach pozwalające dojechać po wulkanicznym piachu do słynnego wraku DC-3. – Skąd wtedy wiadomo, gdzie jest droga? – No przecież są słupki – obruszył się Kuba. – Pokażę wam coś lepszego – dodał, wyjął telefon i puścił filmik, na którym zimą na ulicy rozkłada poły kurtki i sunie po lodzie niczym żaglówka, a raczej bojer. – Droga była tak oblodzona, że wiatr sam cię przesuwał. Pod górkę! – śmieje się Kuba. – A często tak wieje? – Zimą? Najwyżej trzy-cztery razy w ciągu tygodnia.

Nic dziwnego, że auta terenowe i quasi-terenowe sprawdzają się tu najlepiej.

Musisz spotkać Polaka


Islandia leży w pół drogi między Europą a Ameryką (bogaty Islandczyk może wybierać, czy zakupy robić w Nowym Jorku, czy np. w Paryżu – w obie strony leci się około czterech godzin), ale czasami bardziej przypomina miejsce z innej planety. Zresztą kosmiczne skojarzenia można mieć od samego początku. Lądujemy nieopodal stolicy Reykjavíku, na lotnisku Keflavík, które jeszcze do niedawna było rezerwowym pasem dla promów kosmicznych NASA. Potem drogi prowadzące wśród zastygłej magmy potęgują jeszcze kosmiczne wrażenia.


Inne skojarzenia to te z USA. Keflavík wygląda jak senne amerykańskie miasteczko. Nie bez przyczyny. Jeszcze do 2006 r. była tu baza NATO. Jak wielki był wpływ jankesów, uzmysławiają liczby – pobliski Reykjavík miał jakieś 100 tys. mieszkańców (dziś 125 tys.), a w bazie było 50 tys. żołnierzy.


Dziś na Islandczyków największy wpływ mają chyba... Polacy. Na wyspie liczącej 340 tys. mieszkańców naszych rodaków jest od 20 do 50 tys. Przyjeżdżają i wyjeżdżają. Niektórzy zostają na dłużej, inni powracają co jakiś czas. Ale można przyjąć, że co dziesiąta osoba na Islandii jest Polką/Polakiem. I to widać. Zresztą co tu daleko szukać, my wszędzie spotykaliśmy Polaków: kelnerki w hotelu, turystów przy wodospadach czy pracownika kantyny przy gejzerach. Podczas kolacji pod latarnią morską polska barmanka zachwalała menu: „Polecam grzybową. To prawdziwa zupa, jak w domu, bo mamy polską kucharkę. Tylko grzyby są z Ameryki”. I w końcu na lotnisku urzędnik powitał nas staropolskim: „Dokumenty proszę”. Więc jeśli szukacie miejsca na końcu świata, z dala od rodaków, Islandia z pewnością nie będzie dla was.

VW Tiguan. Na Islandi jest 340 tys. mieszkańców, 350 tys. zarejestrowanych samochodów i 
800 tys. owiecVW Tiguan. Na Islandi jest 340 tys. mieszkańców, 350 tys. zarejestrowanych samochodów i 800 tys. owiec fot. Mariusz Barwinski

Rozmiar ma znaczenie

Co innego nowy Touareg. To auto, do którego wsiadasz i od razu czujesz, że ci pasuje (a czy cię stać, to już inna kwestia). Pierwszy rzuca się w oczy wielki ekran. W zasadzie dwa. Główny wyświetlacz przed kierowcą ma 12 cali. Przekątna tego w środkowym panelu to aż 15 cali! Dla porównania przekątna kartki magazynu, który trzymasz w ręku, to około 14 cali. Robi wrażenie? Sam samochód też jest większy od poprzednika, choć nieco lżejszy. W środku jest naprawdę przestronnie. Za to wszystkie koła są skrętne, więc promień zawracania jest jak w małym Golfie.
Auto jeździ świetnie (choć trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że wszystkie nowe auta renomowanych producentów prowadzi się z przyjemnością). Cieszyły nas też drobiazgi, jak choćby podwójne niezależne osłony przeciwsłoneczne: jedną przysłaniasz przednią szybę, drugą – boczną. Naprawdę przydatne. W półce na konsoli środkowej mamy bezprzewodową ładowarkę do telefonu – nie trzeba wozić kabli ani nic podłączać. No i  gdy wracaliśmy z dwugodzinnej rowerowej przejażdżki, miło zrobiło się na samą myśl, że możemy usadowić zbolałe plecy w fotelach z masażem – w Touaregu jest osiem trybów masowania, my polecamy numer 6.

I tylko te ograniczenia prędkości... Touareg z automatyczną skrzynią biegów chce jechać szybciej. Wcale nie czuć prędkości, a przy 100 km/h, gdy odpuszczasz nogę z pedału przyspieszenia, niemal słychać, jak silnik pyta: „Chyba żartujesz?”. A pytanie jest o tyle niestosowne, że na Islandii ograniczenie prędkości na trasie to 90 km/h, kary są słone jak atlantyckie dorsze, a policja w nieoznakowanych radiowozach potrafi pojawić się niczym erupcja islandzkiego gejzera – nie wiesz kiedy, ale masz pewność, że raczej prędzej niż później.

VW Touareg.  W trzeciej generacji ma system Night- Vision z kamerą termowizyjną.VW Touareg. W trzeciej generacji ma system Night- Vision z kamerą termowizyjną. fot. Mariusz Barwinski


Auto ma aż 21 systemów asystujących podczas jazdy. Nawet nie będziemy próbować wymieniać wszystkich, ale świetnie sprawdza się aktywny tempomat, który zwalnia nie tylko przed wlekącymi się autami, ale też gdy np. dojeżdżamy do ronda. Asystent pasa ruchu odróżnia białe linie na asfalcie od żółtych i wie, że te drugie oznaczają roboty drogowe. Jedynie asystenta jazdy w korku nie dało nam się sprawdzić. I to wcale nie z winy auta. Po prostu na Islandii nie ma korków.