Austria, Włochy, Słowacja, a może po prostu nasze polskie góry? Destynacja nie ma znaczenia, bo problem jest ten sam - trzeba odpowiednio zapakować samochód i bezpiecznie dojechać na miejsce. A narty czy deska snowboardowa nie są najłatwiejsze w transporcie. Przewożone w środku zabierają dużo miejsca, a źle zabezpieczone mogą nawet stwarzać zagrożenie dla podróżnych. Są też inne sposoby, ale te wiążą się z zakupem akcesoriów samochodowych.

Jaki bagażnik zewnętrzny wybrać?

Tu mamy kilka możliwości, oprócz najpopularniejszego bagażnika dachowego są bowiem trzy inne rozwiązania, które sprawdzą się, gdy będziemy chcieli przewieźć sprzęt narciarski - uchwyty na hak, koło zapasowe lub zestawy magnetyczne. Z zastrzeżeniem, że zestawy te, choć bardzo wygodne w użyciu (wystarczy dać przylgnąć magnesom dwóch uchwytów bezpośrednio do dachu), wymuszają na kierowcy ograniczenie prędkości. Niektórzy producenci tego wynalazku zapewniają, że bez obaw można podróżować z prędkością do 130 km/h, ale jednak zaleca się nie przekraczać 90 km/h. Uchwyty magnetyczne stwarzają też dodatkowe ryzyko w razie wypadku. Zalety? Są tanie i niezwykle proste w montażu oraz demontażu, bo nie wymagają żadnych narzędzi.

Do niektórych samochodów, tak jak np. do Seata Tarraco, pasuje wiele rodzajów bagażników zewnętrznychDo niektórych samochodów, tak jak np. do Seata Tarraco, pasuje wiele rodzajów bagażników zewnętrznych fot. Seat

Bagażnik dachowy to dobra opcja, jeśli samochód jest wyposażony w relingi lub specjalne rynienki z zaczepami. Standard? Niezupełnie, wszak niektórzy producenci nie projektowali swoich aut z myślą o transporcie rzeczy na dachu i choć oferują takie akcesoria, to są one ryzykowne dla lakieru na słupkach czy dachu (patrz: KIA Stinger). Większość nowoczesnych aut (a zwłaszcza uwielbianych przez klientów SUV-ów) jest jednak przystosowana do wszystkich rodzajów uchwytów zewnętrznych. Jordi Gené, hiszpański kierowca wyścigowy i entuzjasta sportów zimowych przypomina: – Jeśli zdecydujesz się na wariant dachowy [bez specjalnego boksu - red.], pamiętaj, że czubki nart powinny być skierowane do tyłu samochodu. Wówczas nie odlecą, bo nie będą stawiać takiego oporu aerodynamicznego.

Czy można przewozić narty w samochodzie?

Nie ma w kodeksie żadnego zapisu, który zabraniałby transportowania sprzętu wewnątrz pojazdu. Nie może on jednak stwarzać zagrożenia dla kierowcy i pasażerów - opcja z nartami wystającymi przez uchylone okno odpada. Trzeba je odpowiednio zabezpieczyć, by nie przesuwały się podczas hamowania (nie tylko gwałtownego). – Ułożenie ciężkiego bagażu luzem wiąże się z ogromnym ryzykiem dla pasażerów. 5-kilogramowa para nart w momencie zderzenia samochodu z prędkością 50 km/h staje się pociskiem o wadze 150 kg – przestrzega Gené. Warto zaopatrzyć się w specjalny pokrowiec lub torbę narciarską, co pozwoli zachować porządek i uchroni tapicerkę przed plamami od ubrudzonego sprzętu.

Na dachu czy w środku? To już zależy od indywidualnych preferencji, bo obydwa rozwiązania mają swoje plusyNa dachu czy w środku? To już zależy od indywidualnych preferencji, bo obydwa rozwiązania mają swoje plusy fot. Seat

A co z resztą zimowego ekwipunku?

Ten bez problemu powinien zmieścić się nawet w małym samochodzie. Jedyne, o czym należy pamiętać w trakcie pakowania, to ułożenie najcięższych rzeczy na dnie i wsunięcie ich jak najgłębiej (czyli najbliżej oparć foteli), by ograniczyć ich przesuwanie. Buty narciarskie czy snowboardowe powinny więc być załadowane na samym początku. Lżejsze rzeczy, takie jak kijki czy kaski, można ułożyć na samym wierzchu, ale nigdy na tylnej półce. Dlaczego? W trakcie gwałtownego hamowania lub kolizji mogłyby one zranić podróżnych.

Bonus, o którym nie pamiętamy

Łańcuchy śniegowe spakowane? Nie? To błąd, bo tak naprawdę nie zajmują dużo miejsca, a dobrze je mieć "na wszelki wypadek". Zwłaszcza, jeśli wybieracie się do zagranicznych kurortów, gdzie takie łańcuchy na pewno będą dużo droższe, a być może nawet trudno dostępne. Tego samego zdania jest Jordi: – Polecam [w zimie - red.] zawsze trzymać łańcuchy w bagażniku, na wszelki wypadek. Nigdy nie wiadomo, jakie warunki zastaniemy na trasie.

Tak dobre warunki w górach jak na tym zdjęciu to rzadkość, trzeba więc jeździć ostrożnieTak dobre warunki w górach jak na tym zdjęciu to rzadkość, trzeba więc jeździć ostrożnie fot. Seat

Jak prowadzić załadowany samochód?

Każdy dodatkowy element zewnętrzny ma wpływ na prowadzenie pojazdu, więc trzeba zachować szczególną ostrożność i kontrolować, co dzieje się z samochodem. Przed wyruszeniem w trasy należy zadbać o właściwe ciśnienie w oponach - producenci ogumienia i samochodów przewidują inne wartości do poruszania się na co dzień i inne, gdy samochód jest dodatkowo obciążony. Wartości te można znaleźć na naklejkach montowanych najczęściej w jednym z trzech miejsc - schowku przed pasażerem, na wewnętrznej stronie klapki wlewu paliwa lub pod drzwiami kierowcy na słupku B (albo na wewnętrznej stronie tych drzwi).

Staraj się unikać nagłego hamowania i gwałtownych ruchów kierownicy, które mogłyby skutkować przemieszczeniem się bagażu. Miej również na względzie, że ciężar znacznie wydłuża czas hamowania, dlatego zawsze zachowuj bezpieczną odległość, większą niż zazwyczaj – radzi dodatkowo hiszpański kierowca. Zimą nietrudno o ciężkie warunki na drodze - gołoledź, śnieg czy błoto to dość powszechny widok w górskich rejonach, a dzień trwa krócej niż w środku lata, warto więc zdjąć nogę z gazu.

Odpowiednie ciśnienie to podstawa - będzie nie tylko bezpieczniej, ale i ekonomicznej (mniejsze spalanie)Odpowiednie ciśnienie to podstawa - będzie nie tylko bezpieczniej, ale i ekonomicznej (mniejsze spalanie) fot. Seat

Jordi Gené sugeruje też, żeby być gotowym na najgorsze, czyli możliwość utknięcia na drodze. – Bardzo ważne jest, aby podróżować z pełnym bakiem. W razie awarii mechanicznej lub innego nieprzewidzianego zdarzenia, można dzięki niemu włączyć ogrzewanie i bezpiecznie przeczekać do chwili przybycia pomocy – proponuje.

Od siebie dodamy tylko, że na czas podróży dobrze jest zdjąć kurtkę czy płaszcz, które krępują ruchy kierowcy, ograniczając tym samym zdolność szybkiego reagowania. Co więcej, kurtka zimowa (a zwłaszcza ten uroczy, cieplutki puchowy "baleronik") powoduje luz pomiędzy zapiętymi pasami bezpieczeństwa a ciałem. W momencie uderzenia siły działające na pasażerów spowodują, że luźno zapięty pas może mocno poturbować brzuchy podróżnych, a przecież wątroba, śledziona czy jelita mogą się jeszcze przydać. Bezpieczeństwo przede wszystkim!

Miłego szusowania!Miłego szusowania! fot. Seat