Zaczyna się od spektakularnego wyskoku kilku samochodów nagranego z perspektywy pagórka. Potem jest jeszcze lepiej - pościg, bryzgające na boki błoto, wybuchy i wreszcie wywrotka z dachowaniem, po której defender szybko się "podnosi" i... jedzie dalej. "Gra" nawet lepiej od aktorów, bo w takich scenach nie trzeba szukać za niego dublerów. Ciekawostka: podczas kręcenia zdjęć do najnowszego filmu o Jamesie Bondzie wykorzystano 10 takich wozów, a jeden z nich był siódmym egzemplarzem, który zjechał z linii produkcyjnej. Sami rozumiecie, że samochód z VIN-em kończącym się numerem "007" po prostu musiał trafić do tej produkcji.

Stary, dobry Defender

Krótki klip zaprezentowany przez producenta potwierdza zapowiedzi, że nowy Defender to wciąż terenówka z krwi i kości, a nie modny miejski crossover z napędem na przednią oś. Doskonale, bo takiego Defendera byśmy nie chcieli! Dlaczego zagrał w filmie? Przecież skoro Bond, to i Aston Martin, z którym najpopularniejszy filmowy agent kojarzony jest od lat. Filmowy, bo książkowy pierwowzór stworzony przez Iana Fleminga poruszał się bentleyem. Po tak ekstremalnych akrobacjach, jak te widoczne na ujęciach z "No Time to Die", i aston, i bentley nadawałyby się jednak na złom.

 

Za sekwencje pościgu pokazaną w "No Time to Die" odpowiedzialny jest Lee Morrison, który współpracował z Chrisem Corbouldem - zdobywcą Oscara i specjalistą ds. efektów specjalnych i pojazdów filmowych. - Zmusiliśmy Defendera do wykonania rzeczy, które wydawały się być niemożliwe. Chcieliśmy w ten sposób zapewnić widzom maksymalny poziom emocji, a także pokazać fanom jak wielkim wyzwaniem jest stworzenie niewiarygodnych scen pościgowych, których mogą spodziewać się w nowym filmie - wyjaśnia Morrison. I rzeczywiście emocji nie brakuje, gdy widzimy terenówki wpadające z maksymalną prędkością w rzekę czy bagno.

Ciężko o lepsze warunki dla tego samochodu - błoto to jego środowisko naturalneCiężko o lepsze warunki dla tego samochodu - błoto to jego środowisko naturalne fot. Land Rover

Niezłomny w standardzie

Samochody wykorzystane w "No Time to Die" były niemal całkowicie seryjne. Jedyne zmiany na potrzeby filmu to terenowe opony i klatka bezpieczeństwa, którą zamontowano w środku. Poza tymi elementami był to dokładnie taki sam defender, jakim mogą wyjechać z salonu klienci - wersja 100 X w kolorze Santorini Black z przyciemnionymi osłonami podwozia i 20-calowymi obręczami o ciemnym wykończeniu.

- Jest to najbardziej wymagająca próba, jaką kiedykolwiek przeprowadzaliśmy, a Defender jest jedynym pojazdem, który ją przechodzi. Wytrzymałość fizyczna i niezawodność są sprawdzane podczas serii różnych testów, w tym skoku przez mostek. Dzięki nim mieliśmy pewność, że pojazd jest w stanie wykonać wszystkie triki, jakich zespół kaskaderów potrzebował w filmie "No Time to Die" - dodaje Nick Collins, dyrektor firmy Land Rover ds. Defendera.

Takich sztuczek Aston nie potrafiTakich sztuczek Aston nie potrafi fot. Land Rover

To nie jedyny model Land Rovera, który wystąpi w najnowszej odsłonie przygód Jamesa Bonda. Już w kwietniu na wielkim ekranie będziemy mogli zobaczyć także range rovera sport SVR, land rovera serii III oraz range rovera classic. A co z legendarnym, bondowskim astonem DB5? Uspokajamy - nie zapomniano i o nim, co można było zauważyć na opublikowanym kilka miesięcy temu zwiastunie filmu.