Kojarzycie tę scenę? Ośnieżony alpejski szczyt, a nieco niżej wybudowany w 1894 r. kamienny hotel Belvedere i szutrowa droga, po której przejeżdża rolls-royce phantom III z 1937 r. należący do Aurica Goldfingera. Chwilę po nim pojawia się w tej scenerii legendarny, bondowski aston martin DB5 w obstawie usiłującego wyprzedzić go forda mustanga convertible. Zaczyna się pościg po meandrującej po alpejskiej przełęczy, wymagającej drodze Furkastrasse.

 

Zrobiliśmy po niej rundę 55 lat po premierze filmu „Goldfinger”, choć nasze pojazdy były bardziej... pragmatyczne od tych występujących w filmie. Jedyna nowość w okolicy to asfalt i kilka sklepików z suwenirami na placu obok nieczynnego już hotelu – zamknięto go w 2015 r. z powodu braku chętnych na nocleg na wysokości 2300 m n.p.m. Goście przestali tu przyjeżdżać, gdy przez ocieplenie klimatu cofnął się Lodowiec Rodanu (Rhone Glacier). W miejscu, gdzie dziś widoczne jest jezioro, jeszcze kilkadziesiąt lat temu mieszkańcy hotelu mieli na wyciągnięcie ręki jęzor lodowca z wykutym niecałe 200 m od nich wejściem do długiej na 100 m lodowej groty. Ucieczka lodowca postępuje – z roku na rok znika go aż 30-40 m (to jakieś 10 cm dziennie!) – ale grotę wciąż można zwiedzać, bo Szwajcarzy co sezon drążą ją na nowo. „Eisgrotte” czynna jest od czerwca do października, ale jeśli chcecie przejść całą trasę, przyjedźcie przed wakacjami, bo w sezonie letnim roztapia się nawet 30 m lodowego korytarza. Taki spacer zajmuje 30 minut i kosztuje 9 franków – uczniowie do 16. roku życia wchodzą za 6 franków, a dzieci bezpłatnie.

Kodiaq na szwajcarskiej przełęczyKodiaq na szwajcarskiej przełęczy materiały prasowe

Raj na ziemi

Dzisiaj okna historycznego hotelu zastawione są deskami, ale pomijając lodowiec, to wciąż jedno z najbardziej „instagramowych” miejsc w Szwajcarii – influencerzy ciągną tu z całego świata, tyle że po zrobieniu „profesjonalnej” sesji zdjęciowej iPhone’em zjeżdżają do położonego u podnóża góry miasteczka Andermatt, w którym toczy się normalne życie mieszkańców i turystów niewzruszonych losem filmowego pensjonatu. Do Andermatt jest też łatwiej dojechać, ponieważ słynna Furkastrasse prowadząca do Belvedere w sezonie zimowym jest zamknięta. My mieliśmy szczęście i zdążyliśmy się nią przejechać, bo szlabany nie były jeszcze opuszczone. To magiczne miejsce nie ściąga samych blogerów i influencerów – to także magnes na kierowców i motocyklistów, którzy dolinę Obergoms uczynili swoją mekką.

Wirtualne zegary
dostępne są
w każdym z trzech
bardziej lub mniej
terenowych modeli
Škody. Hello, przecież
to XXI wiek!Wirtualne zegary dostępne są w każdym z trzech bardziej lub mniej terenowych modeli Škody. Hello, przecież to XXI wiek! materiały prasowe

Z powodu tych obłędnych pejzaży? Także, ale przede wszystkim ze względu na wijące się kilometrami sekwencje zakrętów przechodzących płynnie w następne. Nic dziwnego, że scenarzyści postanowili właśnie tutaj nakręcić scenę pościgu z „Goldfingera”. Naszej škody karoq nie gonił żaden mustang, toteż mogliśmy w spokoju kontemplować „atakujący” nas z każdej strony wysokoalpejski krajobraz.

Kodiaq ma najwięcej do zaoferowania. Przestrzeni
i wersji - Scout, Sportline, Laurin & Klement, a także RS.Kodiaq ma najwięcej do zaoferowania. Przestrzeni i wersji - Scout, Sportline, Laurin & Klement, a także RS. materiały prasowe

Przełęcz Furka zapiera dech w piersiach niezależnie od tego, czy spoglądasz na ośnieżone szczyty z doliny, gotowy zmierzyć się z serpentynami prowadzącymi do Belvedere, czy już po dotarciu pod opuszczony hotel patrzysz w dół doliny na rzekę Rodan. Sam dojazd do Furki jest ekscytujący – jeśli jedziesz z północy, czeka cię po drodze przełęcz Grimsel. Jeśli z południa, przełęcz Nufenen. Mało? Proszę bardzo, w Szwajcarii przełęczy wystarczy dla każdego – w okolicy są jeszcze Susten, Klausen, Oberalp, Lukmanier, a przy granicy z Włochami San Bernandino. W pamięć najbardziej zapadł nam jednak widok na dolinę z Przełęczy Świętego Gotarda. Petarda! To pod nią przebiega najdłuższy tunel na świecie – otwarty w 2016 r. po 17 latach budowy dwunitkowy tunel kolejowy ciągnący się przez 57 km! Przejazd nim trwa tylko 17 minut, a dzięki jego obecności czas podróży pociągiem z Mediolanu do Zurychu skrócił się o dwie godziny.

7-stopniowy
automat DSG
trochę gubił się
na serpentynach,
ale od czego są
plastikowe łopatki
za kierownicą?7-stopniowy automat DSG trochę gubił się na serpentynach, ale od czego są plastikowe łopatki za kierownicą? materiały prasowe

Chociaż mieliśmy do pokonania dokładnie tę samą trasę co pociąg, dostaliśmy do dyspozycji zupełnie inny środek transportu – samochód. Czy żałujemy? Ani trochę, wszak nie zależało nam na czasie, a mogliśmy czerpać przyjemność z pokonywania alpejskich wiraży i porównać ze sobą w wymagających warunkach wszystkie trzy SUV-y Škody. Na lotnisku w Mediolanie wsiedliśmy za kierownicę największego w palecie Kodiaqa, który pomimo terenowego wyglądu może pełnić funkcję 7-osobowego rodzinnego busa. Kodiaq swoje waży, co dało się odczuć na większych podjazdach – 150-konny diesel łapał lekką zadyszkę, więc mamy nauczkę, że jeśli Kodiaq, to z większym silnikiem.

Aaaalpy! Tu się oddycha! Kiedy myślisz, że wyżej już nie wjedziesz,
pojawia się kolejna nitka do eksploracji. Tak można całymi dniami - jeździć
i zatrzymywać się, żeby pooddychać, bo powietrze dorównuje tu widokom.Aaaalpy! Tu się oddycha! Kiedy myślisz, że wyżej już nie wjedziesz, pojawia się kolejna nitka do eksploracji. Tak można całymi dniami - jeździć i zatrzymywać się, żeby pooddychać, bo powietrze dorównuje tu widokom. materiały prasowe

Ta sama 150-konna jednostka 2.0 TDI dużo lepiej sprawdziła się w nieco mniejszym i lżejszym Karoqu, który dowiózł nas pod opuszczony hotel Belvedere. Napęd 4x4 przydał się na śliskich fragmentach drogi Furkastrasse. Na lotnisku w Zurychu zameldowaliśmy się zaś najmniejszym z palety SUV-ów Škody Kamiqiem napędzanym przez 115-konny silnik 1.0 TSI. Na plus zwinność, na minus brak możliwości zamówienia napędu na wszystkie koła.

Karoq to naszym zdaniem złoty środek. Nie jest tak
ciężki jak Kodiaq, a zmieści więcej niż Kamiq. Bierzemy.Karoq to naszym zdaniem złoty środek. Nie jest tak ciężki jak Kodiaq, a zmieści więcej niż Kamiq. Bierzemy. materiały prasowe

Jedź pojeździć (i popatrzeć)

Werdykt? Szwajcarskie drogi nie muszą służyć do osiągnięcia celu, bo same mogą nim być. Naprawdę warto przemierzyć dla nich pół Europy. I wcale nie potrzeba Astona Martina, by poczuć przyjemność z jazdy, alpejskie serpentyny dostarczają bowiem emocji nawet wtedy, gdy pokonuje się je rodzinnym i z natury komfortowym SUV-em. Tylko nie wczuwajcie się za bardzo w rolę agenta 007. Wasi bliscy będą wam wdzięczni za niezakłócanie kontemplowania malowniczych wysokogórskich pejzaży.

SKODA KAMIQ

Silnik: benzynowy 1.0 TSI R3

Moc/Moment obrotowy: 115 KM/200 Nm

Skrzynia biegów: 6-biegowa, manualna

Napęd: na przód

V-max: 194 km/h, 0-100 km/h: 9,9 s

Ceny: od 67 150 zł

SKODA KAROQ

Silnik: turbodiesel 2.0 TDI R4

Moc/Moment obrotowy: 150 KM/340 Nm

Skrzynia biegów: 7-biegowa, automatyczna

Napęd: 4×4

V-max: 193 km/h

0-100 km/h: 9,2 s

Ceny: od 91 750 zł

SKODA KODIAQ

Silnik: turbodiesel 2.0 TDI R4

Moc/Moment obrotowy: 150 KM/340 Nm

Skrzynia biegów: 6-biegowa, manualna

Napęd: 4×4

V-max: 197 km/h

0-100 km/h: 9,7 s

Ceny: od 108 000 zł