To jeden z tych momentów, w oczekiwaniu na które dni zdają się ciągnąć w nieskończoność, drobne potknięcia urastają do rangi katastrof, a przyjemności, którymi próbujesz poprawić sobie nieco humor, wcale nie działają kojąco. Napięcie rośnie z każdą godziną, nocami dopada cię bezsenność, a w ciągu dnia ciężko ci skupić się na swoich obowiązkach.

W moim przypadku to wszystko wywołała jedna informacja na zaproszeniu – o tym, że na torze będzie czekać armada sportowych samochodów przygotowanych przez oddział Audi Sport GmbH. W dodatku większość z nich to prawdziwa wisienka na torcie w gamie modeli z oznaczeniem R i RS, czyli 620-konne Audi R8 Performance napędzane przez zamontowaną za plecami kierowcy i pasażera wolnossącą benzynową jednostkę V10. Przekierowaniem tej mocy na koła (wszystkie, bo to przecież legendarne quattro) zajmuje się 7-biegowy automat z dwoma (!) sprzęgłami. Dobra informacja: tył zawsze dostaje jej więcej, choć w zależności od warunków i przyczepności komputer żongluje mocą, przerzucając jej trochę na przednią oś. A gdzie można lepiej przetestować taki zestaw, jeśli nie na torze? W końcu gwarant dobrej zabawy to bezpieczeństwo, o które należy zadbać w pierwszej kolejności.

Śląska pętla radości

Silesia Ring to tor usytuowany w Kamieniu Śląskim – ok. 5 godzin jazdy nie tylko z Warszawy, ale i z Berlina, Bratysławy, Budapesztu, Pragi czy Wiednia. Z Opola, gdzie Audi zapewniło nam dzień wcześniej nocleg, niewiele ponad 30 minut. Obiekt powstał w 2016 r. i wciąż jest jednym z najnowocześniejszych tego typu w Polsce. Przygotowany kompleksowo – ma boksy serwisowe, pomieszczenia techniczne i budynek biznesowo-konferencyjny. Są sale eventowe (a nawet kinowe z dużymi ekranami), taras widokowy, zaplecze cateringowe, pokoje VIP, a nawet wieża startowa. Słowem, można spędzić tam cały dzień i się nie nudzić. A nudzić się trudno, gdy po najdłuższej, 3,6-kilometrowej pętli (jest kilka konfiguracji toru) przemyka kawalkada ryczących samochodów.

'To jest kierownica, a na niej są przyciski'. No dobra, dodajmy,
że nie chodzi tu o sterowanie radiem, ale przełączanie
ustawień samochodu w tryb torowy. Wyjątkowo przydatny!'To jest kierownica, a na niej są przyciski'. No dobra, dodajmy, że nie chodzi tu o sterowanie radiem, ale przełączanie ustawień samochodu w tryb torowy. Wyjątkowo przydatny! materiały prasowe

Punkt pierwszy – szkolenie. Podstawy jazdy po torze przybliżył wam już w rubryce „Mój pierwszy raz” nasz człowiek do zadań specjalnych Franek Przeradzki, więc ograniczę się do niezbędnego minimum. Wystarczy informacja, że prawidłowa pozycja za kierownicą to klucz nie tylko do pełnej kontroli nad autem, ale i urywania cennych setnych sekundy z czasu okrążenia. Choć będąc szczerym, nikt z nas nie przyjechał na Silesię walczyć o pierwsze miejsce w konkurencji na najszybszy przejazd. To nie trackday, ale szkolenie Audi Driving Experience, dlatego organizatorzy podzielili nas na grupy prowadzone po torze przez instruktorów dostosowujących prędkość przejazdu do możliwości podążających za nimi kierowców, z którymi utrzymywali kontakt przez krótkofalówki – moja odczepiła się w trakcie jazdy, bo autem targały olbrzymie przeciążenia na zakrętach. Silniki rozgrzane, na głowach uczestników balaklawy i kaski. Można startować!

Partner w zbrodni

Gdy wsiadasz za kierownicę samochodu takiego jak Audi R8, znów czujesz się jak dziecko rozwieszające na ścianach plakaty superaut. Wszystko cię cieszy – przejmujący bulgot silnika za plecami, minimalistycznie urządzony kokpit, niska pozycja za kierownicą, czerwony przycisk do uruchamiania auta, a nawet to, że w środku jest… ciasno. To cieszy, bo wzmaga sportową aurę wyczuwalną w kabinie. Może i R8 długością karoserii dorównuje nieco bardziej cywilizowanemu RS3 Limousine (różnica 5 cm), ale ich wnętrza to dwie różne bajki wynikające z zupełnie innych założeń konstrukcyjnych. Za to drzwi w R8 otwierają się tak samo, bo Audi nie bawi się w szpanerskie skrzydła jak Lamborghini.

Rozpędzony klin. Najpierw słyszysz ogłuszający ryk silnika
bez turbodoładowania, a dopiero potem widzisz pojawiający
się na horyzoncie punkt. Przejeżdża obok, nim się obejrzysz.Rozpędzony klin. Najpierw słyszysz ogłuszający ryk silnika bez turbodoładowania, a dopiero potem widzisz pojawiający się na horyzoncie punkt. Przejeżdża obok, nim się obejrzysz. materiały prasowe

Auto ma się obronić tym, co najważniejsze, czyli mechaniką – w końcu slogan Audi to „Przewaga dzięki technice”. Do R8 pasuje jak do żadnego innego modelu. Dowód? A może być na papierze? Najszybsze seryjnie produkowane Audi katapultuje kierowcę od 0 do 100 km/h w zaledwie 3,1 s! Prędkość maksymalna? 331 km/h. Chapeau bas! Trzeba jednak przyznać, że takie osiągi tu pasują, więc nie są aż takim zaskoczeniem jak dane techniczne Tesli Cybertruck.

Cyferki na papierze to jedno, ale jak to się ma do rzeczywistości? Całkiem nieźle. Tylko „całkiem”, bo R8 traci trochę respektu, gdy okazuje się, że nie musisz w nim walczyć o życie. Owszem, jest piekielnie szybkie, ale nie próbuje cię zabić na każdym zakręcie toru. Zaserwowany bez namysłu kick-down (wciśnięcie gazu w podłogę) nie sprawia, że tylna oś traci przyczepność, wysyłając R8 w najbliższą bandę, żeby ukarać kierowcę za porywczość. Nie, nie ma tu niczego takiego. Audi R8, nawet w wersji Performance, jest twoim sprzymierzeńcem, więc po prostu wsiadasz, wciskasz gaz i jedziesz, ile fabryka dała. Twoje błędy skoryguje elektronika. I to w taki sposób, że nawet nie będziesz tego świadom. Czy to minus? Dla niektórych na pewno. Ja cieszyłem się, że mogłem pojechać szybciej, niż potrafiłem. Dla purystów Audi przygotowało już wersję V10 RWD. Tam moc trafia w całości na tylną oś, więc trzeba się trochę bardziej wykazać. Wciąż jednak można zamówić V10 Quattro. Wilk syty i owca cała.