Południowoafrykańskie media poinformowały o dość nietypowej ceremonii pogrzebowej, która pod koniec marca miała miejsce w tym kraju. Człowiekiem, który symbolicznie żegnał się z tym światem był 72-letni Tchekedi Pitso - biznesmen i polityk. Pitso był żegnany w bardzo nietypowy sposób – jego ciało nie zostało złożone do trumny, a posadzone na fotelu Mercedesa E500.

Pitso za życia był wielkim fanem marki ze Stuttgartu. W przeszłości posiadał kilka Mercedesów, jednak egzemplarz, w którym został pochowany był jego ulubionym. Co ciekawe, samochód od jakiegoś czasu już nie jeździł - coś się w nim zepsuło, ale pan Pitso stwierdził, że naprawa nie ma sensu. Na około dwa lata przed śmiercią oznajmił rodzinie, że chciałby być pochowany w swoim ulubionym samochodzie. Gdy zmarł, żaden z jej członków nie kwestionował jego woli.

 

„Samochodowy” pogrzeb był sporym wyzwaniem dla zakładu pogrzebowego, no ale życzenia zmarłego dotyczącego pochówku nie wypada zignorować. Wykopano więc spory dół, a następnie spuszczono do niego Mercedesa z panem Pitso za kierownicą. Na ceremonię przybyło całkiem sporo ludzi - i trudno im się dziwić, bo tego typu wydarzenia raczej nie są codziennością.

I choć trudno wyobrazić sobie taki pochówek w Europie, to w Afryce zdarzały się już podobne historie. Nigeryjski „Guardian” w swoim artykule wspomina, że kilka lat temu jeden z obywateli tego kraju uhonorował swojego ojca, chowając go w nowym BMW X5, a inny nigeryjski biznesmen uznał, że odpowiednią „trumną” dla jego matki będzie Hummer.