Nie jestem gwiazdą i nigdy nią nie będę! Chcę być jak najlepszym kierowcą, ale popularność nie jest czymś, czego pożądam - zapewnia Kubica. Dziś jego nazwisko wymienia się jednym tchem z nazwiskami najlepszych: Alonso, Raikkonen, Hamilton.

Kim dziś jest Robert Kubica? Jak osiągnął tak niewiarygodny sukces? Jak potoczy się jego kariera?

KubicaKubica 

Życie prywatne? Nie na sprzedaż

Uczulony na zbyt wścibskich dziennikarzy oraz paparazzich, Kubica żywi otwartą niechęć do pism bulwarowych. Swojego domu i prywatnego życia nie odsłania ani przed kamerami, ani reporterami.

Po prostu pomiędzy bogatym życiem zawodowym i równocześnie największą pasją a tym, co osobiste i najbardziej "własne", postawił wielką, pilnie strzeżoną barykadę. Relacji na żywo ze ślubu Kubicy nie pokaże żadna telewizja. Jeden z najbardziej utalentowanych i najszybszych kierowców świata w padoku lubiany jest za skromność i prostolinijność. - To prawdziwy mężczyzna, podczas gdy większość kierowców w jego wieku zachowuje się jak chłopcy. Widać, że zawsze jest sobą - twierdzi David Coulthard.

Czy pamiętasz swoje pierwsze chwile za kierownicą?

- Zacząłem bardzo wcześnie, właściwie od zabawy. Któregoś dnia, na spacerze z rodzicami, zauważyłem na wystawie sklepowej miniaturowy samochodzik terenowy. Nie dało się mnie oderwać od niego, wsiadłem i zacząłem trąbić. Przesiedziałem w autku chyba parę godzin, aż w końcu rodzice ustąpili. Zbliżała się gwiazdka, a także moje urodziny, więc to był taki łączony prezent. Auto miało silnik o mocy bodajże dwóch koni mechanicznych, ręczna skrzynia biegów z dwoma przełożeniami do przodu i wstecznym. Co ciekawe, samochodzik miał napęd na jedno tylne koło. Miałem nieco ponad cztery lata, kiedy zacząłem tym jeździć na asfaltowym podwórku przy stadionie żużlowym KS Wanda. Ojciec ustawiał slalom z butelek wypełnionych wodą i tak się bawiłem, jeżdżąc sobie w kółko. Pamiętam śmieszną historię, kiedy któregoś dnia żużlowcy KS Wanda przegrywali mecz i kibice, zamiast dopingować swoich idoli, odwrócili się od toru i patrzyli, jak jeżdżę po tym placyku.

Bogactwo? Sława? Przepych? Dziękuję

Od rówieśników, z którymi często walczy na torze, Kubica różni się znacznie. - Jestem młody. Nie potrzebuję jachtów i willi. Interesuje mnie jedynie jazda - odpowiada na pytanie, jak postrzega przepych i bogactwo, z jakim na co dzień spotka się w najbardziej prestiżowej serii wyścigowej świata.

Tymczasem Nelson Piquet Junior jeszcze przed debiutem, dzięki słynnemu tacie (trzykrotnemu mistrzowi świata Formuły 1), zafundował sobie prywatny samolot odrzutowy. Podobny gadżet, już za własne pieniądze nabył Lewis Hamilton, który pojawia się na filmowych premierach w Hollywood i spotyka się z gwiazdami kina i estrady.

Kubica Kubica  

Robert jest niemal przeciwieństwem Brytyjczyka. On dla relaksu chodzi na kręgle, jeździ gokartem albo od czasu do czasu jedzie pooglądać rajd, czyli sport, który go fascynuje. Jeśli pojawia się na OS-ach Rajdowych Mistrzostw Świata, jeździ tam jako kibic. Będąc powszechnie znaną międzynarodową gwiazdą sportu samochodowego, Kubica bez trudu uzyskałby plakietkę z napisem VIP i doskonały dostęp chyba od każdego fabrycznego zespołu. Takich ludzi wozi się na odcinki specjalne helikopterem, ale Robert w prywatnym samochodzie sam organizuje sobie wypad na rajd.

- Jestem najlepszym kierowcą świata - mówił podczas przesłuchania przed obliczem FIA Lewis Hamilton, który skromnością z pewnością nie grzeszy. Kubica przeciwnie. Choć jak każdy zawodnik wyścigowy jest osobą wyjątkowo pewną siebie, nigdy nie zadziera nosa. To człowiek, który po zdobyciu pierwszego w historii pole position dla siebie i swojego zespołu na oficjalnej konferencji FIA mówi w pierwszych słowach, że "to niestety nie było idealne okrążenie...".

Nie czujesz się trochę jak robot, zaprogramowany na życie wokół wyścigów?

- Kiedyś słyszałem taką mało pochlebną opinię, że jestem własnością zespołu i sponsorów. Prawda jest taka, że każdy z nas wykonuje swoją pracę. Ktoś musi napisać artykuł czy przeprowadzić wywiad, a ktoś musi wsiąść do bolidu i wystartować w wyścigu. Najważniejsze jest to, żeby robić to, co się lubi.

Wyścigi Formuły 1 odbywają się w różnych zakątkach świata. Czy korzystasz z tych podróży, zwiedzając obce kraje?

- W czasie sezonu czasu wolnego jest bardzo mało. Zwiedzam jedynie hotele, lotniska, tory i autostrady. Na turystykę nie mam czasu. Nawet jeśli mam pół dnia czy dzień wolnego, to staram się zbierać energię na najbliższe wydarzenia, jak wyścig czy sesje.

A co wziąłbyś ze sobą na bezludną wyspę?

- Bolid, paliwo i opony!

Mój pierwszy raz? W Renault...

Pierwszego grudnia 2005 r. Robert Kubica stanął przed ogromną szansą. Tego dnia po raz pierwszy w życiu poprowadził bolid Formuły 1, zostawiając niezapomniane wrażenia na inżynierach zespołu Renault. - Nigdy wcześniej nie widziałem debiutanta, który od razu byłby tak szybki - przyznał główny inżynier testowy ekipy mistrzów świata Christian Silk.

Co cię zaskoczyło najbardziej tego dnia?

- Kierownica! Wcześniej dostałem instrukcję obsługi z dokładnym schematem wszystkich guzików i przełączników, po czym w dniu testu okazało się, że będę korzystał ze starszego modelu kierownicy, o innym układzie. Tak bardziej poważnie, to nie sądziłem, że różnica pomiędzy Formułą 1 i seriami juniorskimi jest tak kosmiczna.

Zupełnie inna moc, inne przeciążenia. W World Series by Renault dochodziły one do 3,5 G, a przy hamowaniu bolidem Formuły 1 do 6 G! Szybki zakręt przy wyjściu na prostą startową przejeżdżałem z szybkością około 250 km/godz., a przeciążenie boczne wynosiło około 5 G. Potem bolała trochę szyja, ale myślę, że udało mi się dobrze zaprezentować. W końcu po przejechaniu zaledwie 190 kilometrów za kierownicą samochodu F1 udało mi się uzyskać lepszy czas od etatowego kierowcy testowego Renault, Francka Montagny'ego. On w kokpicie wyścigówki F1 przejeździł już ponad 40 000 kilometrów.

Pod względem samych osiągów, jak duża jest różnica między Formułą 1 i innymi seriami?

- Same osiągi może nie różnią się tak bardzo - nawet samochody Formuły 3 z dwulitrowym silnikiem o mocy około 220 KM można przyspieszyć od zera do 100 km/godz. w czasie poniżej trzech sekund. Prawdziwe różnice zaczynają się przy prędkościach powyżej 200 km/godz., kiedy mający ponad 700 KM mocy samochód F1 dopiero się na dobre rozpędza. Wcześniej, w październiku, testowałem także samochód GP2, bezpośredniego i oficjalnego zaplecza Formuły 1. Dopiero wtedy zorientowałem się, że jednak World Series by Renault była bliżej F1, ze względu na nieco wyższe przeciążenia i bardziej przyczepne opony. Osobna kwestia to styl pracy nad samochodem. Jeszcze nigdy wokół mojej wyścigówki nie uwijało się tak wiele osób, które podłączają przeróżne czujniki i bezustannie sprawdzają, czy wszystko idzie jak w zegarku. Formuła 1 to po prostu zupełnie inna bajka, to naprawdę technologiczny szczyt w sportach samochodowych.

W porównaniu z ówczesnymi kierowcami wyścigowymi BMW Sauber, Nickiem Heidfeldem i Jacques'em Villeneuve'em, jesteś dość wysoki. Nie było przez to problemów?

- Zmieszczenie się do kokpitu samochodu nie było najprostszą sprawą! Bolid zaprojektowano z myślą o mniejszych kierowcach, a ja jestem dość wysoki. Szczerze mówiąc, musiałem się zmieścić do bolidu na początku sezonu, bo takiej szansy po prostu nie mogłem zmarnować. Pamiętam, że przed podpisaniem kontraktu Mario Theissen i Peter Sauber poprosili, żebym wsiadł do kokpitu. Chcieli sprawdzić, czy się zmieszczę. Wiedziałem, że od tego zależy to, czy dostanę szansę w Formule 1. Wsiadłem i nie było mi za wygodnie, ale powiedziałem, że wszystko jest w porządku. Nie chciałem stracić swojej szansy. Zacząłem nosić buty z bardzo cienką podeszwą, żeby łatwiej się mieścić w kokpicie. To wiąże się z pewnymi niedogodnościami, bo z przodu samochodu mamy na przykład układ wspomagania kierownicy, który się bardzo nagrzewa i wysoką temperaturę czuć przez podeszwy. Podczas testów w sezonie 2006 miałem nawet pewne problemy, bo kiedy długo siedziałem w bolidzie, stopy niemal się odparzały.

Czułeś coś specjalnego, ścigając się po raz pierwszy z takimi kierowcami, jak Michael Schumacher czy Fernando Alonso?

- Nie, dla mnie każdy rywal to tylko rywal. Każdego kierowcę trzeba po prostu wyprzedzić i być przed nim.

Wypadki? Mam szczęście

W 2003 r. Kubica miał groźny wypadek, który mógł zakończyć jego karierę. Jadąc jako pasażer, doznał bardzo skomplikowanego złamania prawej ręki. - Przyjechał do mojej kliniki, aby przejść operację - opowiada Riccardo Ceccarelli, założyciel słynnej kliniki Formula Medicine. - Nigdy się nie skarżył. Nigdy nie mówił, że ma pecha, i nie zwątpił w szansę powrotu do wyścigów, choć w tym momencie był w bardzo złym stanie i nie mógł poruszać ręką. Do rozpoczęcia mistrzostw Formuły 3, gdzie miał startować, pozostawał zaledwie tydzień i istniało ryzyko, że straci sponsora. Jego kariera wisiała na włosku, ale on nigdy nad sobą się nie litował, tylko ciężko pracował. Zawsze spokojny i uśmiechnięty.

Kubica przeszedł skomplikowaną operację, podczas której włoscy chirurdzy złożyli uszkodzoną kość. - Kość była strzaskana na pięć większych fragmentów. W Polsce została jednak źle złożona i pomiędzy kawałkami kości przytrzaśnięto nerw. Właśnie dlatego Robert nie mógł poruszać dłonią, kiedy przywieziono go do nas. Istniało wielkie ryzyko, że nigdy nie będzie już sprawny. Przeprowadziliśmy jednak operację. Chirurg wykonał znakomitą robotę. Musiał ominąć mięśnie, wyjąć nerw z rany i wstawić szynę, którą normalnie stosujemy przy składaniu kości nogi. Podczas operacji niezwykle ważna była precyzja, ponieważ wibracje powstające podczas jazdy wyścigowym bolidem mogły poluzować mocowania - opowiada Ceccarelli.

Zaraz po zabiegu Polak rozpoczął żmudną i wyjątkowo szybką rehabilitację i w rekordowym tempie wrócił do kokpitu.

- Dokładnie miesiąc i czternaście dni po operacji. Najpierw przejechał test, a kilka dni potem przystąpił do swojego pierwszego wyścigu w Formule 3 i... wygrał! Nastawialiśmy się, że będzie potrzebował sześciomiesięcznej rehabilitacji, a gdyby złamanie było mniej skomplikowane, to nadal przeciętny człowiek potrzebowałby trzy do czterech miesięcy na dojście do formy. My początkowo zakładaliśmy, że jeśli zdarzy się jakiś cud, to Robert będzie mógł jeździć po dwóch miesiącach - opowiada Ceccarelli.

Kontuzjowanego, debiutującego w Formule?3 Kubicę oklaskiwało na stojąco 125 tys. kibiców. W niedzielę w miejscowej gazecie, na pierwszej stronie, pojawił się wielki tytuł: "Szybki, szybszy, Kubica!".

KubicaKubica 

Czy w czasie jazdy odczuwałeś skutki kontuzji?

- Miałem w ręce sztabę i osiemnaście śrub, spajających kość. Nie czułem tego na torze, tylko przed i po jeździe bolidem. Oczywiście oszczędzałem trochę prawą rękę. Używałem jej właściwie tylko do zmiany biegów. Trzy czwarte okrążenia przejeżdżałem, prowadząc tylko lewą ręką. Na szczęście debiutowałem na torze, na którym nie było szybkich zakrętów i nie trzeba było mieć mocnych obu ramion.

Strach? No, może na bungee

Kubica jest człowiekiem niezwykle odważnym. W 2007 roku przeżył najgroźniejszy wypadek w swojej karierze, w którym jednak praktycznie nic mu się nie stało... Kilka

godzin po wypadku w Kanadzie, leżąc w szpitalu, mocno poturbowany, ale w pełni przytomny, Robert żartował z przerażonymi kolegami z zespołu BMW Sauber. Dzień później wsiadł za kierownicę samochodu i pojechał ze szpitala do hotelu. Bardzo chciał wystartować po tygodniu w Grand Prix USA, lecz lekarze Formuły 1 mu zabronili. Wkrótce okazało się, że wypadek w Montrealu w żadnym stopniu nie wpłynął na pewność siebie i prędkość młodego kierowcy z Krakowa.

Wszelkie wątpliwości w tej sprawie Polak rozwiał w sezonie 2008, wygrywając właśnie tam, gdzie rok wcześniej mógł stracić życie. - Nie jestem człowiekiem bojaźliwym- tłumaczy Kubica. Nie znaczy to jednak, że nie obawia się niczego. - Powiedzmy, że przeraża mnie myśl, że mógłbym się znaleźć sam na środku oceanu, a poza tym... nigdy nie skoczyłbym na bungee.

Kubica Kubica  

Odczuwasz strach za kierownicą?

- Za kierownicą nie można się bać. Gdybym się bał, tobym nie jeździł. Podczas jazdy

bolidem najważniejsze są opanowanie i koncentracja, więc zawsze jestem spokojny i jeżdżę bez zbędnych emocji. Muszę po prostu wykonać swoją robotę najlepiej, jak się da, i wystrzegać się błędów. A dodatkowe emocje zwiększają ryzyko. Chwila nieuwagi może się skończyć wypadnięciem z toru. Zresztą, jak można się bać czegoś, co się najbardziej lubi robić?

Gdybyś nagle musiał przerwać karierę zawodnika, co byś zaczął robić?

- Zostałbym w wyścigach. Coś by się znalazło do roboty. Zacząłem się uczyć wyścigów w wieku dziesięciu lat, prawdziwą edukację przechodzę od trzynastego roku życia. Żadna szkoła nie nauczyłaby mnie tego, co umiem. Tego, czego nauczyłem się sam i przy pomocy innych ludzi z wyścigowego światka.       

Jak go widzą

Ulubione smaki

Kuchnia włoska. Wychował się na włoskiej kuchni i - jak mówi - pasta to podstawa. Ale - by zrzucić zbędne kilogramy - musiał przerzucić się na ryby i warzywa. Alkohol - nie przepada za tym smakiem. No, za wyjątkiem szampana na podium.

Czytaj też na Logo24 :