Seryjna produkcja ma jedną zasadniczą wadę. Jest seryjna. Nawet Maybachy są nie do odróżnienia, jeśli postawi się kilka sztuk obok siebie. Zupełnie inaczej jest jednak z kitcarem. Możesz go zrobić po swojemu, możesz dodać coś od siebie, poprawić i udoskonalić, a mimo to po kilku dniach, tygodniach lub miesiącach pracy cieszyć się samochodem, który nie dość, że wyjątkowy, będzie jeszcze dopuszczony do ruchu, a w dowodzie rejestracyjnym jako producent wpisany będziesz ty sam. Kitcary pozwalają nie tylko zrealizować pragnienia o posiadaniu auta marzeń za niewielkie pieniądze, ale również dają ogromną satysfakcję z budowy.

Dzieje kitcarów, czyli pojazdów do samodzielnego montażu, są całkiem długie. Historia nie zachowała nazwy pierwszego modelu, jednak wiadomo, że w Wielkiej Brytanii już w 1896 roku pojawiły się pierwsze pełne instrukcje, jak zbudować auto z dostępnych powszechnie części i materiałów. Lista była oczywiście spora, bo całe przedsięwzięcie nie należało do prostych. Z braku dostępnych gotowych podzespołów trzeba było cierpliwie przechodzić przez punkty takie jak "budowa silnika, tydzień siódmy" oraz "naginanie resorów w weekend".

Trzeba było pół wieku, aby doczekać się prawdziwego boomu na kitcary. W latach 50. poprzedniego stulecia motoryzacja była już na tyle rozpowszechniona, że samochody trafiały na złom. Główną przyczyną ich zużycia była szybko postępująca korozja karoserii - technologie zabezpieczeń przed rdzą były jeszcze w powijakach. Jednak silniki i układy przeniesienia napędu czy zawieszenia - to wszystko nadawało się do powtórnego użycia, wystarczyło stworzyć nową ramę, coś, co mogło przypominać nadwozie, i jazda! Nietrudno się domyślić, że to sport samochodowy, w którym potrzeba (czytaj: szybko zużywające się części) jest matką wyprawy na złomowisko, zaczął napędzać cały rynek kitcarów. Ponadto normy dopuszczenia aut do wyścigów nie były tak rygorystyczne jak dzisiaj. Przygotowując samochody do startów, można więc było popuścić wodze technicz-nej i stylistycznej fantazji, budując z części znalezionych na złomowisku prawdziwe dziwolągi.

producentom pomysł na wysyłanie do klientów auta w częściach z dołączoną instrukcją montażu. Słynnych sportowych Lotusów Elan składano podczas weekendów więcej, niż fabryki produkowały gotowych.

Legendy w kartonach

Producentów zestawów jest bez liku. Polecamy jednak sprawdzone rozwiązania. Większość kitcarów to konstrukcje oparte na ramie nośnej, dlatego znacznie lepiej jest wybrać producenta, który ma doświadczenie i odpowiednią technologię budowy, niż ryzykować kupienie elementów, które w najlepszym razie uczynią czteroślad z twojego auta.

Nie sposób nie zauważyć, że mekką kitcarów jest Wielka Brytania. Nie dość, że jest tam najwięcej producentów zestawów, to jeszcze jest to awangarda branży motoryzacyjnej. Lotus, TVR, Marcos, Westfield i wreszcie Caterham - te przedsiębiorstwa zaczynały jako producenci kitcarów, a poza Lotusem i TVR-em oferują je do dzisiaj. Zestawy brytyjskie to najczęściej jedne z dziesiątków wariacji na temat wzorcowego kitcara, jakim był Lotus SuperSeven. Popularność kitu Caterhama jest tak ogromna, że na widok sztandarowego produktu firmy nawet znawcy motoryzacji powiedzą "O, Caterham", a nie "O, Lotus Seven!". Równocześnie Wielka Brytania z jej ogromną liczbą torów wyścigowych stworzonych na starych lotniskach to ojczyzna kitcara wyczynowego - minimalistycznej, lekkiej jak piórko konstrukcji z symbolicznym nadwoziem, do której montuje się silnik z motocykla - najczęściej potężną jednostkę z Suzuki Hayabusa. Repliki klasycznych konstrukcji to jednak tylko podgrupa kitcarów, większość producentów oferuje własne, unikatowe nadwozia, które sam możesz jeszcze dowolnie modyfikować. Z kolei w Niemczech istnieje prężny rynek kitów opartych na ramie VW Garbusa - buduje się na niej dziesiątki różnych pojazdów: od plażowego buggy, przez repliki Porsche niemal każdej generacji, po pseudo-Lamborghini i Kuebelwagen z czasów II wojny światowej.

Na rynku amerykańskim królują repliki kultowej AC Cobry. To zresztą chyba najpopularniejsze kitcary w historii motoryzacji - produkuje je kilkadziesiąt firm na całym świecie, w tym kilka polskich. Bardzo popularne są także pojazdy bazujące na ramie nośnej Pontiaca Fiero. Na tej konstrukcji opiera się większość zestawów umożliwiających stworzenie własnego Ferrari czy Lamborghini. Wiele z nich łudząco przypomina oryginały, ale trudno jednak uznać jeżdżenie fałszywą Testarossą za szczyt dobrego smaku.

Niezbędny do budowy kitcara jest warsztat. Nie garaż, ale warsztat, w którym potrzebujesz powierzchni zarezerwowanej zwykle dla dwóch aut - na jednym stanowisku starannie poukładane części, a na drugim to, co z nich złożysz. Przyda się też dobry mechanik. Fachowiec będzie wiedzieć, jak i co złożyć, gdy instrukcja stanie się niejasna. Razem z nim można sporządzić listę brakujących części (zawsze niepełną) i oszacować koszty oraz trudności, jakie można napotkać, zdobywając brakujące elementy. Drobne części i konieczne narzędzia pochłoną jeszcze jakieś dodatkowe 5 000 złotych. Przeciętny kitcar kupiony w pakiecie pre-assembled gwarantuje około 130 roboczogodzin zabawy w skręcanie śrubek. W praktyce weekendowego mechanika to 3 do 4 miesięcy montażu.

Dla pewności lepiej zaplanuj, że budowa wymarzonego samochodu będzie trwała o 20 proc. dłużej, niż podaje producent.

Porządek w papierach

Jeśli sprowadzasz zestaw z zagranicy, jest niemal pewne, że zapłacisz cło jak za części samochodowe - do 4 proc. wartości zakupu. Dokumenty celne będą potrzebne do rejestracji tak samo jak faktura zakupu zestawu w Polsce. Cały proces jest stosunkowo prosty, choć wymaga nieco spacerów po urzędach. Gotowy pojazd trzeba przedstawić do pełnego i bardzo wnikliwego przeglądu w jednej z wyznaczonych stacji diagnostycznych, uzyskać zaświadczenie, iż spełnia wymogi dopuszczenia do ruchu. W wydziale komunikacji przedstawisz to zaświadczenie wraz z fakturą lub umową sprzedaży silnika, oświadczysz, że pozostałe części są twoją własnością (na podstawie rachunków, pokwitowań celnych itd.) i możesz już czekać na dowód rejestracyjny.

Życie z kitcarem nie jest łatwe. Przede wszystkim nie ma mowy o gwarancji na montaż - zapewniasz ją sobie sam jako producent. Oczywiście wady części z otrzymanego z fabryki zestawu możesz reklamować.

Po drugie, kitcar wymaga więcej troski niż seryjny produkt. Należy znacznie częściej kontrolować tzw. krytyczne elementy, jakimi są zawieszenie i hamulce, gdyż nie sposób podczas amatorskiej budowy zapewnić równie rygorystycznych norm jakości jak w nowoczesnej fabryce. Trzeba też regularnie sprawdzać szczelność wszystkich połączeń, przez które przepływają płyny ekspoloatacyjne i paliwo. Jedną z typowych przypadłości kitcarów są problemy z układem elektrycznym, gdyż okablowanie najczęściej jest układane w sposób dość dowolny.

Te drobne mankamenty nie pozbawią cię jednak tego co w kitcarach najważniejsze - przyjemności z podróżowania własnoręcznie zbudowanym, całkowicie wyjątkowym pojazdem. 

Tekst: WOJTEK JAKÓBCZYK

Zdjęcia: CORBIS, EAST NEWS, PAP/EPA, materiały promocyjne (montaż)

Zobacz też na Logo24 :