Szukając informacji na temat Kiruny można się natknąć na różne jej określenie, spośród których dwa wydają się być szczególnie trafne. „Szwedzkie Klondike” – bo choć na terenie, gdzie znajduje się miasto nie uświadczy się złota tak jak w słynnym Dawson City, to właśnie zasoby naturalne są źródłem jego bogactwa. Dziennikarz „Guardiana” określił z kolei Kirunę mianem „arktycznego Mordoru” – i miał sporo racji, bo widok kopalni rudy żelaza przywodzi na myśl tolkienowską krainę.

Ciągła eksploatacja złóż rudy żelaza okazała się w dłuższej perspektywie problemem dla miasta. Prezes koncernu, który jest właścicielem kopalni stwierdził, że dalsze wydobycie groziłoby zapadnięciem się miasta pod ziemię. Zamknięcie kopalni nie wchodziło rzecz jasna w grę, dlatego zdecydowano się na inne rozwiązanie – przesunięcie całego miasta o około 3 kilometry.

 

Takiego ogromnego przedsięwzięcia nie da się oczywiście zrealizować błyskawicznie. Szacuje się, że proces może trwać od 20 do nawet 30 lat – zabytkowe domy ze starej Kiruny zostaną przeniesione do nowego miasta – część zostanie rozebrana i zbudowana od nowa, a pozostałe przetransportowane w całości na specjalnych platformach. Oczywiście powstaną też nowe budynki – plany zakładają zbudowanie całkiem nowego centrum miasta.

 

Proces tak skomplikowany musi swoje kosztować – według szacunkowych obliczeń nawet około miliard dolarów.