Pomimo płynących zewsząd komunikatów o konieczności pozostawania w domu nie wszyscy stosują się do zaleceń. Praktycznie nie ma dnia, aby w mediach nie pojawiły się infomacje o osobach, które choć powinny przebywać na kwarantannie, to zostały przez policjantów „złapane” w zupełnie innym miejscu. Na szczęście są ludzie, którzy obowiązek odseparowania się od innych ludzi traktują serio. Może nawet zbyt serio.

Pochodzący z Walencji Rafael Lambies uznał, że pozostanie w domu to za mało, aby skutecznie ochronić się przed koronawirusem. Hiszpan postanowił zatem… udać się na bezudną wyspę. Nie szukał daleko – pożeglował na wyspę S’Espalmador, położoną w odległości około 170 kilometrów od wspomnianej Walencji. W rozmowie z jedną z hiszpańskich stacji radiowych powiedział, że wypłynął w morze zanim zaczął obowiązywać przepis o zamknięciu portów i zależy mu przede wszystkim na tym, aby z nikim się nie widzieć i nie kontaktować. Dodał, że zapasy, które zabrał ze sobą w drogę, powinny mu wystarczyć na około 30 dni.

S’Espalmador to niewielka wyspa należąca do archipelagu Balearów, położona pomiędzy Ibizą i Formenterą. Na liczącym 137 hektarów lądzie co prawda nikt nie mieszka na stałe, ale wyspa jest własnością prywatną – w 2018 roku media informowały, że została sprzedana za 18 milionów dolarów rodzinie z Luksemburga. Pozostaje mieć nadzieję, że właściciele nie będą mieć nic przeciwko tymczasowemu nowemu lokatorowi. Lambies nie może liczyć na miejscu na zbyt wiele rozrywek – na S’Espalmador znajdują się jedynie dwa domy, kaplica oraz latarnia morska.