Objechaliśmy już we dwoje Meksyk, Peru, Ekwador. Tylko my, plecaki, przewodnik Lonely Planet i co ma być, to będzie. Tak było za czasów kawalersko-panieńskich. Żadnych biur podróży, wielopiętrowych hoteli z betonu i wylegiwania się na plaży przez 2 tygodnie. Potem urodził się Tymon. Wytrzymaliśmy pięć lat. A w tym roku podjęliśmy decyzję o kolejnej egzotycznej wyprawie: do Malezji, Kambodży i Tajlandii. Znajomi patrzyli na nas jak na ludzi niespełna rozumu - taka podróż z maluchem?

Tymon na widok pani z wielką igłą, która chce go kłuć w jedno ramię, w drugie ramię, a na koniec jeszcze w udo, przeraził się. Biorę go sposobem. - Strasznie się boję zastrzyków, synku - wyznaję. - Jak mnie będzie bolało, to chyba się rozpłaczę - przytrzymasz mnie za rękę? Zamieniamy się rolami. To on mnie wspiera, to on podtrzymuje na duchu, to on uspokaja moje skołatane nerwy. Szczepienia nawet nie zauważa. Potem z dumą opowie mamie, jak to uratował tatę przed kompromitacją.

2. "Tato, daleko jeszcze?"

Żeby zobaczyć jak najwięcej, co dwa-trzy dni musimy się przemieszczać. W normalnych okolicznościach nasz syn już po 10 minutach zaczyna się niecierpliwić. Tym razem przeprowadzamy odpowiednią kampanię marketingową. Nieważne, dokąd - ważne - czym jedziemy. Nudne zwiedzanie przeistacza się w poznawanie coraz nowszych środków lokomocji. Przelot do Kambodży, czyli wycieczka samolotem! Zwiedzanie ruin Angkor, czyli wyprawa tuk-tukiem (rodzaj rikszy) - co z tego, że trzeba wstać o 5 rano, skoro potem można podziwiać tankowanie tuk-tuka benzyną nalewaną z butelki po coca-coli! Wycieczka na Koh Pha Nga to rejs łodzią motorową! Zwiedzanie wyspy Koh Lanta, czyli jazda skuterem (co z tego, że w temperaturze grubo ponad 30 stopni)! Wycieczka do wodospadu na Koh Lanta, czyli przejażdżka na słoniu (co z tego, że przez chaszcze i że tyłek boli)! Przemieszczamy się pomiędzy wyspami Phi Phi, czyli płyniemy motorówką z długim ogonem (long tail boat)! Przemieszczamy się z wyspy Koh Tao do Bangkoku, czyli łączona podróż katamaranem (co z tego, że strasznie kołysze i mdli) i autobusem!

A przy okazji - wszędzie wynajdujemy jakąś ciekawostkę. Petronas Towers w Kuala Lumpur to przecież jeden z największych budynków na świecie i trzeci (obok Seana Connery'ego z Catherine Zetą Jones) bohater filmu "Entrapment" ("Osaczeni"). Koh Pha Nga to słynna wyspa Jamesa Bonda, na której Roger Moore stoczył pamiętny pojedynek z Francisco Scaramangą w filmie "Człowiek ze złotym pistoletem". A Koh Phi Phi to rajska wyspa Leonarda DiCaprio, bo to tutaj kręcono "Niebiańską plażę".

3. "Tato, to jest ofujne"

Tajskie jedzenie jest pyszne (podobnie jak malezyjskie i khmerskie). Co potrawa, to nowy smak, nowe kolory, nowe przyprawy. Wbrew zapewnieniom kelnerów ("Ah, no problem, this - no very spicy") nawet łagodne potrawy są pikantne. Ale to, co stanowi rozkosz dla dorosłego podniebienia, niekoniecznie musi smakować pięciolatkowi. Szybko znajdujemy dwie "tajskie" potrawy na delikatne podniebienie: frytki i kluski z sosem pomidorowym. Są w każdej restauracji. Nawet khmerskiej. Smakują jak w Polsce. Młody zajada swoje, my możemy kulinarnie zaszaleć. Krokodyl - rrraz, barakuda - rrraz, raz omalże meduza. Nie były to specjalnie udane eksperymenty.

Ale są i lokalne przysmaki, którymi delektować się będzie każdy - dziecko też. Codziennie do śniadania zamawiamy lassi (jogurt zmiksowany z owocami) - o smaku arbuza, mango, cytryny, kokosa, truskawek lub ananasa. I próbujemy miejscowych owoców, które do Polski prawie nie docierają. Rambutan: małe, czerwone, włochate, jajeczko wypełnione słodką, białą, galaretowatą masą. Owoce liczi: czerwone orzechy pokryte brodawkami, z szarobiałym słodkawym miąższem. A nade wszystko mangostan: fioletowa jagoda wielkości śliwki z białymi, soczystymi i słodziutkimi nasionami, które wyglądają jak ząbki czosnku.

4. "Tato, nie chce mi się"

Oto ruiny Angkor Wat. I co z tego, że liczą aż 900 lat i są na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO? I co z tego, że my podziwiamy styl Bajon - architektoniczne ukoronowanie impe- rium khmerskiego? Tymon trochę się ożywia dopiero wtedy, gdy opowiadamy, że źli ludzie, którzy kiedyś rządzili Kambodżą - Czerwoni Khmerzy próbowali zniszczyć zabudowania Angkor, wysadzając je w powietrze.

Ale od czego kreatywność. Przecież żeby do takiej świątyni wejść, trzeba do niej dojść. A żeby dojść, trzeba się na nią wspiąć. A zatem - to nie jest banalne zwiedzanie ruin Angkoru, tylko wspinaczka po skałach, korzeniach i stromych schodach. Tata wymięka, chyba nie da rady. A Tymon - silny, wytrwały, odważny - poda zmęczonemu tacie rękę, doda mu otuchy w tej trudnej chwili. A potem powie, że dzięki tej wspinaczce spełniło się jego największe życiowe marzenie...

Na szczęście na rajskich wyspach Tajlandii jest wystarczająco dużo chętnych do zabawy z niesfornym pięciolatkiem. Kraby wygrzewające się na skałach przy plaży. Gekony i jaszczurki biegające po ścianach bungalowu. Żabki skaczące po okolicznych krzakach. Muszelki czekające, żeby je ktoś pozbierał. Kamyki chętne, żeby nimi porzucano do morza. Woda w basenie stojąca, aż ktoś ją wreszcie zmąci. No i przesympatyczni Azjaci i Azjatki, którzy tak bardzo uwielbiają małe dzieci, że pozwalają im (dosłownie) wejść sobie na głowę.

6. "Tato, ja też chcę"

Każde dziecko chciałoby robić wszystko to co dorośli. No to zapraszamy Tymona do robienia zdjęć. W czasach aparatów cyfrowych nikt już nie będzie się użalał nad zmarnowanymi klatkami. Oczywiście, istnieje prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że będziemy mieli nadmiar zdjęć samochodów, motorów, skuterów i tuk-tuków. Ale z drugiej strony dziecko jest idealnym fotografem twarzy, bo przecież dziecku nikt, nawet ortodoksyjny buddyjski mnich, nie odmówi, nie nakrzyczy na nie, że sobie nie życzy - tylko raczej się uśmiechnie i będzie pozować.