Przerwanie regularnego współżycia ani nie poprawia funkcjonowania organów seksualnych, ani nie naprawia niczego w organizmie. Wręcz przeciwnie. Najmniej kłopotów z erekcją w późniejszych latach życia mają mężczyźni współżyjący regularnie, nie rzadziej niż raz na tydzień. To właśnie stałe współżycie utrzymuje aparat seksualny w tzw. fizjologicznej normie. Co prawda wraz z upływem czasu parametry członka i erekcji będą ulegać zmianom (podlegasz procesowi starzenia), ale współżycie jest możliwe do późnych lat. To jest trochę podobne do ćwiczeń: mięśnie regularnie trenowane są w lepszym stanie. Również prostaty.

W tym wypadku regularne wytryski zapobiegają schorzeniom i to m.in. dlatego radzi się mężczyznom, żeby utrzymywali stały rytm ejakulacji, nawet jeśli akurat nie mogą z jakichś powodów współżyć. Z badań opublikowanych w periodyku „European Urology” wynika, że panowie – i starsi, i młodsi – którzy mają wytryski często (to oznaczało przynajmniej 21 w miesiącu), są mniej narażeni na ryzyko raka prostaty od tych, którzy ejakulują rzadko.

Przerwa we współżyciu ma także negatywny wpływ na psychikę i zachowania codzienne. Człowiek robi się podenerwowany, wybuchowy reaguje złością i agresją. To dlatego, że podczas współżycia, w trakcie i tuż po szczytowaniu wydzielane są różnego rodzaju substancje, które działają euforycznie, uspokajająco, wprowadzają w błogostan. Bez tych chwil wytchnienia ludzie stają się mniej odporni psychicznie. Substancje te działają nie tylko antydepre-syjnie, lecz także przeciwbólowo. Nie są lekarstwem i oczywiście nie zastąpią leczenia, ale mogą złagodzić objawy przeziębienia, bóli mięśni czy głowy. Dodatkowo wydzielany w trakcie orgazmu hormon prolaktyna ułatwia zasypianie, to m.in. dlatego tuż po udanym seksie zapada się w drzemkę lub stan półsnu, który działa odprężająco, odstresowuje, a jednocześnie przygotowuje organizm do działania.

Przerwanie współżycia ma też niezbyt przyjemne skutki psychologiczne. Mężczyzna może stać się podejrzliwy i zazdrosny o partnerkę, a ona również ma prawo czuć się odrzucona, nawet jeśli zaakceptuje teorie „leczniczego” działania czasowego celibatu. Zadowolenie z uprawiania miłości, z dawania rozkoszy, wysoka ocena swoich umiejętności seksualnych, wzmocnienie dawane przez drugą osobę wpływają na  samoocenę. A dochodzi do tego jeszcze poczucie bezpieczeństwa w związku, intymności – to są sprawy, o których nie myśli się na co dzień, ale mają one ogromny wpływ na zadowolenie z życia.

Wiadomo, że seks jest trochę jak trening dla serca. A ostatnio coraz częściej mówi się, że pomaga także nadciśnieniowcom. Ciekawe wyniki badań przeprowadzanych na wolontariuszach opublikowali w tym roku naukowcy z Georgia State University. Ich zdaniem regularne współżycie pomaga unormować chorobę nadciśnieniową. Satysfakcjonujący orgazm jest w stanie obniżyć ciśnienie krwi równie skutecznie jak pastylki odwadniające, które są popularnym środkiem wspomagającym leczenie tego schorzenia. I po pastylkach, i po szczytowaniu uzyskiwano spadek ciśnienia o średnio 13%.

Nawiasem mówiąc, praca serc wolontariuszy biorących udział w badaniu była monitorowana w trakcie uprawiania miłości, a dodatkowo zaraz po seksie wypełniali ankietę, w której oceniali intensywność doznań. Okazało się, że im orgazm bardziej satysfakcjonujący, tym spadek ciśnienia większy. Również i ci badacze zwracają uwagę na neuroprzekaźniki wydzielane w trakcie orgazmu i ich antystresowy wpływ na organizm, co w wypadku ludzi z nadciśnieniem ma szczególnie duże znaczenie.

Tak więc namawiam na wizytę u lekarza. Natomiast, panowie, nie przerywajcie aktywności łóżkowych z partnerkami. Bo to na pewno nikomu nie pomoże.