W jednej ze swoich piosenek Dawid Podsiadło opisuje taką oto sytuację: spotyka się z dziewczyną, oczywiście nie Podsiadło, tylko jego podmiot liryczny, jest bardzo fajnie, „rozmawia się całkiem nieźle”, ale on „nie chce popłynąć”, bo „nie ma fal”. I chyba trochę nie rozumie dlaczego, i zwala winę na siebie. Czy słusznie? 

Zacznijmy od tego, że jest to sytuacja z jednej strony bardzo częsta, z drugiej zaś – wyjątkowo rzadko się o tym rozmawia. 

Częsta, czyli? 

Czyli wystąpiła u mniej więcej 40% moich klientów – singli. Zresztą nie tylko singli to dotyczy, w związkach temat jest bardziej złożony. Najczęściej jest tak, że seks wygasza się po jakimś czasie. Ale są też takie relacje, w których już od początku wszystko ci mówi, że to jest to, ale nie czujesz nic do tej osoby w sensie seksualnym. 

Jak w tej piosence Podsiadły. 

Jesteś singlem, spotykasz osobę, która teoretycznie odpowiada ci pod niemal każdym względem, spełnia wszystkie twoje oczekiwania, ale w żaden sposób nie możesz się zaangażować. Czujesz, że między wami jest pancerna szyba. I – tak jak śpiewa Podsiadło – u wielu moich klientów nie dochodzi wtedy do seksu. Siedzą sobie razem, jest miła atmosfera, ale nic poza tym. Ona mu się podoba, ale on nie jest w stanie zainicjować zbliżenia. Przebiera nogami pod stołem: „kurde, powinienem zadziałać”. Włącza się myślenie powinnościowe. Ale on nie umie się przełamać. A kiedy jednak dochodzi do seksu, to jest to akt mechaniczny. 

No i dlaczego tak się dzieje? 

Wyobraźmy sobie teraz pewną scenę. Opowiadał mi o tym jeden z moich klientów, który doświadczył właśnie „braku fal”. Mieszkanie w Warszawie na szóstym piętrze z widokiem na Wisłę. On i ona w sypialni. Uprawiają seks od tyłu, bo ona tak lubi, a jemu też to pasowało, gdyż dzięki tej pozycji mógł być maksymalnie w seksie „nieobecny”. 

Nie podobała mu się? 

Wręcz przeciwnie. Kiedy się poznali, miał poczucie, że oto stoi przed nim wymarzony ideał. Ale kiedy poszli do łóżka, bardzo szybko odpłynął myślami w stronę okna. „Ładna pogoda. Może do Kampinosu na rower bym wyskoczył?”. Seks był mechaniczny, członek pod wpływem mechanicznych bodźców utrzymywał erekcję, ale żadnego zaangażowania w ten seks ze strony tego faceta nie było. Kiedy o tym z nim rozmawiałem, uznaliśmy, że to jest właśnie samogwałt. Bo kiedy się masturbuje, ma na to ochotę. A tutaj robił coś wbrew swojej woli. Samogwałcił się. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Waginosceptyczni, czyli o seksie millenialsów. Rozmowa z seksuologiem

I jaki z tego wniosek? 

Na początku obwiniał siebie. Mężczyzna ma zakodowane, że cokolwiek dzieje się w seksie, trzeba to brać na klatę. Dlatego kontynuował znajomość z tą kobietą, znów poszli do łóżka, znowu odpłynął myślami. Wtedy przerwał stosunek. 

To chyba dobrze? Pytanie, jak się po tym poczuła jego partnerka, ale to wątek na inną rozmowę. 

Zapytała, co się stało. On zaczął szukać w głowie wymówki. Szybko stwierdził: „Przepraszam, przeciążony jestem, dużo pracy” i tak dalej. Uwierzyła w to, bo on rzeczywiście dużo pracuje. 

Dlaczego w ogóle zaczął się z nią spotykać? 

Bo mu się podobała. Uważał ją za superatrakcyjną. 

Może za bardzo? I to go przerosło. 

No właśnie nie. Wiem, do czego zmierzasz, ale nie towarzyszyły mu bynajmniej myśli, że nie zasłużył na taki ideał. Po prostu z zupełnie wtedy niejasnych dla niego powodów nie miał ochoty uprawiać z nią seksu. Estetycznie mu się podobała, ale seksualnie nic za tym nie szło. Czuł, że jest atrakcyjna, ale nie czuł do niej pożądania. To jak z samochodem – podoba ci się dany model, ale to jeszcze nie powód, żebyś się do niego dobierał. 

Ale ten model o tym nie wie. I pewnie nie rozumie, co jest grane. I pewnie jest mu przykro. 

W przypadku tego akurat mężczyzny sprawa rozwijała się powoli. Ona mu mówiła, że do tej pory nie miała dobrych doświadczeń z mężczyznami, bo każdy z jej partnerów naciskał na seks. A ona potrzebuje najpierw wytworzyć sobie poczucie bezpieczeństwa w relacji. Mojemu klientowi to odpowiadało, więc wytwarzali sobie to poczucie bezpieczeństwa, a im bardziej on ją poznawał, tym bardziej dochodził do wniosku, że nie ma ochoty uprawiać z nią seksu. Wreszcie ona zaczęła naciskać, bo już tego poczucia bezpieczeństwa miała dość, a nawet czuła pewien przesyt. No i wtedy wydarzyła się ta sytuacja z Kampinosem w jego głowie. Kiedy po przerwaniu stosunku zrozumiał wreszcie, że nic z tego nie będzie, zaczął ghostować. 

Czyli? 

Powoli znikać z jej życia. Bardzo ciekawe zjawisko, wykorzystywane już na potęgę. Coraz częściej ludzie wolą wygaszać relacje w ten sposób, niż zrywać radykalnie. 

Ucieczka przed konfrontacją. 

Dokładnie tak. No więc ten mój klient zaczął wymyślać różne wymówki, byle tylko nie spotykać się z tą kobietą. Najprościej oczywiście wymawiać się pracą. Sęk w tym, że miał Instagrama, na którym zamieszczał relacje. I w ten oto prosty sposób ona dowiedziała się, że on wcale nie spędza czasu tylko w pracy. Doszło wreszcie do konfrontacji, w której wyznał, że jej nie pożąda. To była kobieta 10/10, ale nie czuł żadnego ognia. 

Może był aseksualny? 

Pytam go: „A czy miał pan relacje, w których odczuwał pan pożądanie?”. On odpowiada, że tak. Była to relacja z kobietą, którą poznał przez internet. Kiedy przyszła na spotkanie, okazało się, że wygląda inaczej niż na zdjęciach. Zupełnie mu się nie spodobała – niska, pulchna. Dobrze im się rozmawiało, to fakt, ale do niczego nie doszło, a po spotkaniu szybko o niej zapomniał. Odezwała się niespodziewanie trzy tygodnie później, kiedy akurat był z kumplami na mieście. Powiedziała, że do niego dojedzie. Spędzili razem czas w klubie, a potem pojechali do niego. Seks był kosmiczny. Rano budzi się, już bardziej trzeźwy, patrzy na nią: „Jezus Maria”. I chce uciekać, ale przypomina sobie, że to jest jego mieszkanie. 

A to pech! 

[Śmiech] No, prawie tak było! Ale zamiast tego coś mu kazało zainicjować po raz kolejny zbliżenie. I znowu było super. To mu się zupełnie nie kleiło, bo wizualnie ona nie dość, że nie była w jego typie, to można powiedzieć, że była wręcz antytypem. Spotkał się z nią kilka dni później, już zupełnie na trzeźwo. I znowu bardzo dobry seks. 

Pora na rozwiązanie tej zagadki. 

Rozwiązanie tej zagadki kryje się w przeszłości, kiedy był chłopcem, a przy tym ulubieńcem jednej z ciotek, która kupowała mu prezenty, dawała pieniądze, innymi słowy: faworyzowała go pośród reszty rodzeństwa. Zgadnij, do kogo była podobna? 

Do tej pulchnej z internetu. 

Zgadłeś. 

Nie było trudno. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Seks z komputerem. Rozmowa z seksuologiem o uzależnieniu od cyberprzyjemności

Podświadomość pamięta. W jego głowie zakodował się szlak neuronalny. Do tego obrazu kobiety dla niego niby nieatrakcyjnej, ale dającej dużo ciepła, wsparcia, przytulenia, dokodowało się, że to jest wzór kobiecości. I to wzór nieuświadomiony, który on odkrył dopiero w trakcie terapii. Natomiast ten wzór świadomy, który sam sobie ustanowił, został podrasowany przez popkulturę. 

I co teraz? Musi się spotykać z klonami swojej ciotki? 

A dlaczego nie? Tylko musi wykonać pracę i pozbyć się obaw o to, jak będzie odbierany, osądzany przez kolegów.   

Jeden z popularnych prezenterów telewizyjnych nigdy nie ukrywał, że gustuje w kobietach o rozmiarze XL plus. 

I chwała mu za to. Mamy tylko jedno życie, warto przeżyć je w zgodzie ze sobą. 

Mój klient w wyborze partnerki kierował się kalkulacją. Niezależna, to nie będę musiał jej utrzymywać. Wesoła, to będzie wesoło w domu, nie będzie dokręcała śruby. Atrakcyjna – nie będę się wstydził, będzie pełniła funkcje reprezentacyjne, wszyscy będą mi zazdrościli. Bogata – jak będę słabiej prządł, okaże mi wsparcie. Inteligentna – będzie z nią o czym pogadać. 

Ale „nie ma fal”. 

Otóż to. I wszystkie takie kalkulacje można wyrzucić do kosza. Najważniejsze jest to, jak się czujemy w relacji z drugą osobą.  

Więc kiedy dochodzi do sytuacji, w której poznajemy kolejne niby atrakcyjne osoby, ale coś nie styka na poziomie pożądania, warto… No właśnie, co należy wtedy zrobić? 

Odpowiem ci historią z gabinetu. Jeden z moich klientów jest filmowcem. Jego głowa pożąda inteligentnej, wykształconej blondynki i poznał taką kobietę, ona jest naukowcem. Są od kilku lat razem, ale za bardzo jej nie pożąda. Poznał za to fryzjerkę. Najpierw jakoś zupełnie instynktownie poprosił ją o numer w trakcie wizyty, po wyjściu na zewnątrz sam był o to na siebie zły. Ale zadzwonił. Umówili się. 

Ciało się odezwało, chociaż umysł nie chciał. 

Tak było. Po krótkim czasie weszli w relację seksualną, ale on wie, że nie mogą być razem, bo to są dwa różne światy. Przyszedł do mnie po pomoc. A rozwiązanie jest boleśnie proste. 

Combo tych dwóch różnych kobiet. 

Tak. Czyli zakończenie relacji i z jedną, i z drugą, a następnie znalezienie sobie takiej kobiety, która połączy w sobie cechy ich obu, czyli takiej, która będzie go kręciła seksualnie tak jak fryzjerka, lecz z którą jednocześnie będzie miał o czym rozmawiać. Takie niedopasowane relacje mogą doprowadzić do uzależnienia od seksu. 

Żeby sobie udowodnić, że jednak mogę? 

Tak. Jak to możliwe, że mając taką atrakcyjną partnerkę, nie jestem w stanie z nią współżyć? Musi być ze mną coś nie tak! Mężczyźni kombinują w ten sposób i albo uciekają w masturbację przy porno, albo w prostytutki, albo w seksrandki z Tindera. Nie przychodzi im do głowy, że to nie z nimi jest problem, ale z relacją, w jakiej tkwią. Ale nie zakończą tej relacji, bo partnerka jest uwielbiana przez rodziców albo po prostu koledzy bardzo jej zazdroszczą.  

Ale seks nie wychodzi, więc cierpi samoocena. Trzeba ją podreperować – idą w tango. 

Kiedy przychodzą do mnie będące w związkach osoby uzależnione od pornografii, mam wątpliwość, co było pierwsze: jajko czy kura? Jak wygląda życie seksualne w ich związkach? 

Podsiadło śpiewa „problem jest na pewno we mnie”. 

Problem tak, ale trudno obwiniać się za taką sytuację. Gdy „nie ma fal”, problemem jest to, że chcesz czekać na fale z niewłaściwą osobą. 

Andrzej Gryżewski - psycholog, seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny. Założyciel CBTseksuolog.pl. 

Przemysław Pilarski - scenarzysta, dramaturg i dramatopisarz. Z Andrzejem Gryżewskim opublikował dwie książki o męskiej seksualności.