Dotychczas w powszechnym przekonaniu picie alkoholu mogło być przyczyną dysfunkcji erekcji. Tymczasem badanie przeprowadzone na 1580 Australijczykach wykazało coś zupełnie przeciwnego. Pijący mają o 30 proc. mniej problemów niż abstynenci. Nawet pijący, którzy lubią "pójść w tango" wykazali mniejszy poziom dysfunkcji erekcji niż abstynenci, aczkolwiek, jak dodają australijscy naukowcy, tego typu picie może być przyczyną innych problemów zdrowotnych.

- Mężczyźni, którzy piją w bezpiecznych granicach, mają najlepszą erekcję - powiedziała prowadząca badania dr Kew-Kim Chew z Western Australia's Keogh Institute for Medical Research. - Odkryliśmy, że w porównaniu z tymi, którzy nie tykają alkoholu, dla wielu ludzi alkohol ma działanie dobroczynne, w tym dla przekraczających granice.

Dr Chew dodała, że miała pacjentów z dysfunkcja erekcji, którzy zupełnie przestali pić. Jej zdaniem ostatnie odkrycie może uchronić ich przed poczuciem winy z powodu wcześniejszego popijania.

Trzeba dodać, że australijscy badacze doszli do takich wyników dopiero po odrzuceniu innych czynników ryzyka. Generalnie wniosek jest taki: umiarkowane picie alkoholu ma pozytywny związek z erekcją, o czym naukowcy poinformują szczegółowo na międzynarodowej konferencji w kwietniu.

W angielskojęzycznej prasie, dzięki popularności wyrażenia "stiff drink", tytuły do wiadomości o rewolucyjnym odkryciu Australijczyków zabrzmiały jak kalambur. Stiff znaczy bowiem "mocny", ale również "sztywny".

 bm