"Mam syfa, ale takiego z prawdziwego zdarzenia, nie jakiś tam tryper, nie świętoszkowate kłopociki, nie mieszczańską kłykcinę kończystą, nie mdłe jarzyny z wody, nie, nie! To prawdziwy, wielki syf, na który zmarł Franciszek I. Jestem z niego dumny i mam w pogardzie wszystkich burżujów. Alleluja! Mam syfa! A skoro go mam, nie boję się już, że go złapię!" - tak entuzjastycznie pisał o swoim zakażeniu kiłą (nazwaną syfilisem lub bardziej poufale - syfem) Guy de Maupassant, francuski XIX-wieczny pisarz. Myli się jednak ten, kto sądzi, że dalej będzie o historycznych chorobach. Będzie jak najbardziej współcześnie. Bo oto - po latach przemykania się w cieniu medialnego AIDS - kiła, rzeżączka i cały lekceważony zestaw chorób wenerycznych święci swój powrót. I choć nie jest to głośny coming out, a systematyczna, żmudna codzienność, naprawdę mamy się czym przejmować.

HIV nie taki straszny

A wielu pacjentów lekceważy ryzyko zakażenia wirusem HIV. Zwłaszcza młodzi, urodzeni po roku 1985, nie czują strachu. Nie pamiętają największej fobii dotyczącej AIDS, bo miała ona miejsce w latach ich dzieciństwa. Wiedzą, że są leki, i uważają, że teraz z HIV można żyć. Dlatego się nie zabezpieczają. Paradoksalnie wśród pacjentów zgłaszających się do wenerologa jest też sporo ludzi po 45. roku życia. To pokolenie nie używa prezerwatyw. Uważa, że nie ma już co się bać ciąży, więc zabezpieczenie nie jest im potrzebne. Korzysta natomiast chętnie - zwłaszcza panowie - z leków na potencję. Aktywność seksualna starszego pokolenia jest więc duża. I łapią kiłę. Albo rzeżączkę.

Liczba chorób wenerycznych u osób po 45. roku życia podwoiła się w ciągu niecałych 10 lat i obecnie rośnie szybciej niż u osób młodych - wynika z badań brytyjskich opublikowanych na łamach pisma "Sexually Transmitted Infections". Zakażenia zdarzają się najczęściej osobom między 55. a 59. rokiem życia - pokazują brytyjskie dane. Niemal połowę stanowią infekcje wirusem brodawczaka ludzkiego powodującego tzw. kłykciny kończyste. W dalszej kolejności znalazły się infekcje innymi typami brodawczaka, jak również rzeżączka i kiła.

I choć słynny syf toczył mózgi wybitnych, choć ustawia on chorych w jednym rzędzie z postaciami takimi jak Édward Manet, Oscar Wilde, Ludwig van Beethoven, Amadeusz Mozart, Włodzimierz Lenin czy Stanisław Wyspiański, ryzyko zachorowania powinno budzić nasz niepokój.

Guy de Maupassant po zakażeniu pozbył się lęku, ale po pierwsze, nie wiedział, że te choroby lubią swoje towarzystwo i rzadko występują solo. A po drugie - pisarz zmarł kilkanaście lat później, borykając się z pomieszaniem zmysłów. Marna korzyść z wielkiego syfa - przyznajcie...

Tekst: Olga Woźniak

Zdjęcia: Shutterstock (montaż)

Zobacz też na Logo24 :