Jedną z najbarwniejszych postaci w całej serii o Jamesie Bondzie jest Q - trochę zwariowany, trochę zagubiony w realnym świecie naukowiec. Niemal za każdym razem obdarza agenta 007 wymyślonymi i skonstruowanymi przez siebie niesamowitymi gadżetami. Choć Bond zawsze podchodzi do tych wynalazków z lekkim sceptycyzmem i lekceważeniem, urządzenia Q nieraz ratują mu życie. Aż do filmu "Świat to za mało" w rolę Q wcielał się walijski aktor Desmond Llewelyn; w tym filmie przedstawił swojego asystenta R - w tej roli John Cleese, który po śmierci Llewelyna jako Q wspomagał 007 w "Śmierć nadejdzie jutro".

Pod koniec lat 60., kiedy ten film wchodził na ekrany, przenośna kserokopiarka była jednak jeszcze tylko marzeniem - o tyle jednak realistycznym, że już oferowano publicznie usługi odbijania na ksero. W Nowym Jorku kosztowało to już wtedy zaledwie 3 centy za stronę.

chwilę Kawasaki naprawdę wypuściło coś takiego na rynek. Dziś, oglądając ten film, większość widzów nie zdaje sobie sprawy z tego, że wtedy to była jakaś szokująca nowość. Ilustracją tego problemu są okulary z polaroidem użyte przez Bonda do przeniknięcia wzrokiem przez lustrzaną szybę w posiadłości Zorina. Dziś to banał dostępny na każdej stacji benzynowej - każdy może sprawdzić, że to nie ma szans działać tak dobrze jak w filmie.

dla inżyniera, gorzej z zasilaniem - trzeba by do tego ciągnąć wózek z akumulatorami lub generatorem.

W jednej z kluczowych scen zegarek - ku zaskoczeniu widzów - zawodzi i Bond musi się ratować z opresji bez pomocy gadżetów. W sumie magnetyczny zegarek przydaje mu się głównie do rozpinania suwaka od damskiej sukni - ale wszak do tego komandorowi Bondowi wystarczyłby jego naturalny magnetyzm...

W "Quantum of Solace" James Bond ma nowy zegarek

Gorzej z inną funkcją, jakie to urządzenie spełnia w filmie - analizą profilu głosu realnej osoby, tak by można było się pod nią podszyć przez telefon. To na razie praktycznie niemożliwe, zwłaszcza gdybyśmy w błąd chcieli wprowadzić kogoś tak dobrze znającego się na technice szpiegowskiej jak Ernst Stavro Blofeld.

Pomysłodawcą kamuflażu aktywnego był Philip K. Dick, pisarz, który swoim niezwykłym umysłem wymyślił prawie całą współczesną science fiction. Kostium niewidzialności pojawił się w jego powieści "Przez ciemne zwierciadło" z 1974 r.

Tak naprawdę jednak aktywny kamuflaż wystepuje w przyrodzie - ośmiornica potrafi zmienić kolor skóry tak, by być praktycznie nieodróżnialna od morskiego dna (w porównaniu z nią podobne zdolności kameleona są mocno przereklamowane). Istnieją na razie wczesne prototypy, na których zademonstrowano raczej teoretyczną możliwość budowy aktywnego kamuflażu niż praktyczne rozwiązania. Najbardziej znany był eksperyment prowadzony w 2003 r. na Uniwersytecie w Tokio, nazwany przez tygodnik Time Wynalazkiem Roku. Do "niewidzialnego samochodu" stąd jeszcze daleka droga.

Zdjęcia: medium, pap/epa, serwis prasowy firmy motorola

Zobacz także:

Przydatny gadżet, ale gadżet