Po pierwszym dniu reakcje ludzi na profilach obiektu (tu i tu) nie są tak gorące jak temperatura w samym Suntago. Wiadomo, że jeśli już Polak komentuje w internecie, to nie po to, żeby pochwalić, tylko po to, by skrytykować. Źle bo: duża część zjeżdżalni nieczynna, bo brodzik nieczynny (i nigdzie się tymi informacjami organizatorzy nie chwalili), bo kolejki do atrakcji długie, bo kolejki do jedzenia bardzo długie, bo ratownicy nie ogarniają, bo dzieci nie mogą wchodzić do strefy relaksu, w związku z czym wszędzie poza nią są tłumy, a w relaksie pustki. Relaks - na pewno wszystko się uda opanować, ten wodny świat mieści 10 tys. osób jednocześnie, potrzeba chwili, by ogarnąć, jak zarządzać przeszklonym molochem.

Auto lub bus

Na początek do Mszczonowa trzeba dojechać. Z Warszawy najlepiej S8 - prawie na miejsce, odbitka drogą lokalną to parę kilometrów. Jeśli wyruszysz z centrum rano w tygodniu (otwarcie bram o godz. 10) albo w weekend (od godz. 9), dotrzesz w pół godziny. Z Łodzi trochę gorzej, godzina A2. Brak auta? Brak problemu, przynajmniej dla warszawiaków, bo autobus kursuje niemal non stop, z samego centrum, info oczywiście na Parkofpoland.com.

To nie Hawaje, to Mszczonów (Wręcza)To nie Hawaje, to Mszczonów (Wręcza) fot. Figiel

Kiedy? W tygodniu

Opcja "po pracy" oznacza korki i brak czasu w aquasuperparku, zamknięcie obiektu o 22, więc trochę bez sensu. No i przebywanie tam w godzinach szczytu nie będzie relaksem. Sugestia: dzień wolny w robocie, wizyta w godzinach pracy. Dla dorosłych są trzy opcje biletów godzinowych i trzy opcje uzależnione od liczby dostępnych stref. W biedawersji nie ma saunarium ani baseników z dobrymi pierwiastkami. W wersji średniej nie ma tylko saun. Ponieważ bierzesz urlop, jedziesz kilkadziesiąt kilometrów i chcesz wszystkiego, koncentrujemy się na full wersji. Dwie godziny: 89-99 zł (tydzień roboczy / weekend), to za mało. Cztery godziny: 109-119 zł, wydaje się optymalnie. Cały dzień: 129-139 zł. Jeśli masz na siłę i ochotę na 12 godzin brodzenia w wodzie pod szklanym dachem (w lato otwieranym, jak na Narodowym) pomiędzy 700 palmami, to na pewno najkorzystniejsza wersja. Ale skąd za pierwszym podejściem masz wiedzieć, że masz siłę i ochotę...? Tak czy owak, zakupuj przez stronę internetową, na razie podaż przerasta popyt, nie warto ryzykować.

Z kim? Z dziewczyną
Mikrodzieci do lat trzech mają bilety za złotówkę. Nie skorzystają ze zjeżdżalni, w tym wieku równie dobry będzie brodzik na basenie osiedlowym. No, trzylatka obytego z wodą bym do Mszczonowa zabrał - ma to za darmo, a jeśli nie boi się wody, spodobają mu się np. długa rzeczka oraz basen ze sztuczną falą. Ale jeśli bierzesz dziecko i nie bierzesz dobrze pływającej babci, ciotki, opiekunki, rezygnujesz dobrowolnie z saun, kąpieli mineralnych oraz dobroci basenowych koktajlbarów. Czy o taki aquaparking walczyłeś?

Osóbki od czterech do sześciu lat (a dokładnie do 120 cm) dostają 20 zł zniżki. Niewiele - te dzieci mają wstęp na mniejsze "pirackie" zjeżdżalnie. Ta strefa nie jest wybitnie rozbudowana, ty zaś ciągle nie masz saun ani minerałów, bo się opiekujesz. Do strefy saunowej, gdzie nagość jest poniekąd obowiązkowa, oraz do strefy z minerałami - które pewnie nie są jednoznacznie wskazane dla dzieci i gdzie ma panować chill - wstęp od 16 lat. Bilety dla takiej młodzieży są w tej samej cenie co dla dorosłych. Młodsi - ale wyższi niż 120 cm (czyli ok. 7-15 lat) - mają jedynie 10 zł zniżki. Aby skorzystać z dobrodziejstw niektórych zjeżdżalni, trzeba ważyć 60 kg, więc podstawówkowicze będą tylko podziwiali starszych kolegów i koleżanki.

Sauny i kąpiele mineralne wydają się największym zyskiem z wizyty w obiekcie. Odwiedziny z dzieckiem w praktyce ci to uniemożliwiają. W każdym zakątku saunowo-mineralnym powinieneś według reguł posiedzieć 5-15 minut. A to jest po prostu nudne samemu. Zatem opcja idealna - wizyta z dziewczyną, żoną, kochanką. Albo i kumplem. Wreszcie dostajecie czas, by pogadać, a nie gapić się w telefony.

Koreańska sala wypoczynku i aromaterapiiKoreańska sala wypoczynku i aromaterapii fot. Figiel

Sauny i minerały

Skoro już zostawiliście dziecko i kupiliście najdroższe bilety, macie bilety full opcja - sprawdzacie sauny. Jest tu kilka dla mięczaków, o temperaturze koło 50°C. Są też trzy wysokotemperaturowe, koło 90°C. To moje ulubione. Wszystkie duże, na 20+ osób, prawdopodobnie nigdy takich nie widziałeś. W Valhalli możesz usiąść na tronie wikinga - jest na najwyższym stopniu ławkowego podium. Telefony trzeba oczywiście zostawić poza tą strefą - a takie selfie zrobiłoby furorę na Insta. Do Akwarium wchodzi aż 50 osób, a oczekiwanie na ugotowanie organizmu uprzyjemnia oglądanie kolorowych rybek w przeszklonej ścianie. Przed wszystkimi pomieszczeniami są opisy, jak w ogrodzie botanicznym. Zgodnie z opisem Akwarium tych tropikalnych rybek powinny być setki. Naliczyłem kilkanaście, brak roślinności - to jednak nie oceanarium. Ale nie wydawały się ugotowane i w tak skonstruowanej saunie nigdy nie siedziałem, ciągle polecam.

Moje ulubione - bo najbardziej efektywne i mistyczne; ścieka po człowieku po minucie, a para jest tworzy bajkowy klimat - są łaźnie tureckie. Tu niby tylko jedna, ale z wieloma różnokolorowymi pokojami (i wspólnym "lobby"). Z technologicznego punktu widzenia warto wspomnieć, że jedna z saun grzeje trochę jak mikrofala, bez węgli, ma na drzwiczkach znaczek typu "wi-fi" i informację, że to podczerwień.

Jest też wspólny, piękny niczym japońskie drzewko, doskonale odsłonięty, przeszklony, wielki wspólny prysznic, gdzie wstęp jest ponoć tylko nago. Ciekawe, jak korzystanie z niego będzie wyglądało w praktyce. Obiekt ma ambicje uczyć Polaków kultury saunowania. I w tym miejscu stawia gałązkę wysoko. Schładzać można się też w grocie śnieżnej, a nawdychać w solnej.

Inna strefa dla dorosłych to minerały. Oficjalnie - "strefa relaksu". Kilka niewielkich, zazwyczaj prostokątnych (parę na parę metrów) płytkich (koło metra) basenów mocno doprawionych pierwiastkami. Siarka, sól, potas, magnez. O wpływie minerałów na skórę trzeba sobie poczytać w fachowych internetach, wszystko jest pięknie wykończone, tłumów ponoć wciąż brak - 10/10. W takim baseniku można nawet trochę popływać.

Osobna sprawa to część obiektu z salami do masażu. Za to płacisz oczywiście osobno. Osobno płacisz też za driny w basenowym barze. Tu chyba ratownicy będą mieli trochę roboty, nigdy nie rozumiałem, dlaczego picie we wcale nie tak płytkiej wodzie jest dozwolone. No ale na pewno jest przyjemne, przy dobrej fali odpłyniesz myślami na Majorkę, a może i Hawaje, bo to doświadczenie hotelowego basenu. Tylko nie wyglądaj przez szyby, na razie zamiast rajskiej wioski z bungalowami szaro, buro, płoty i wykopki. I uważaj, żeby nie wylać gęstej piña colady do basenu, bo ktoś w tym potem będzie pływał...

Karlowe Wary (po lewej) czy Vichy?Karlowe Wary (po lewej) czy Vichy? fot. Figiel

Tęczowy skeleton

Osobno też płacisz za - uwaga - surfing na sztucznej fali. A stąd już krok do potencjalnie największej atrakcji, czyli kompleksu zjeżdżalnianego. Tu są i na pewno będą najdłuższe kolejki. Przepustowość zjeżdżalni to mniej więcej 1 os/min, do 320-metrowej Jungle Eclipse nawet na "zamkniętym otwarciu" był tłum. I tworzyło go dziesięć osób. Obliczenia nie dotyczą zjeżdżalni wieloosobowych oraz rewelacji - tęczowej niczym wiadoma flaga Rainbow Race. Tu może sunąć głowami do dołu równolegle osiem osób, a czasy przejazdów są eksponowane, mierzone co do tysięcznej sekundy. Taki wesoły wodny skeleton. Sama hala nie jest natomiast aż tak wesoła, wygląda dość ponuro - zniknęły palmy, nie ma przeszklonego dachu. Windy tylko dwie, niewielkie, wyglądają jak techniczne. Pontony na górę ma wwozić taśmociąg, ale na razie trzeba było samemu tachać trzy, pięć, nawet sześć pięter.

Hala ze zjeżdżalniami: trochę kolorowa, trochę mroczna.Hala ze zjeżdżalniami: trochę kolorowa, trochę mroczna. fot. Figiel

Trzeba zaznaczyć, że jeśli chcesz popływać sportowo - jest też parę wytyczonych torów, niestety i bez lin, i bez słupków, i bez znaczników dla tych co grzbietem. Przy takim układzie zawsze znajdzie się zawalidroga, raczej nie potrenujesz. Można też wypłynąć na zewnątrz. Tam wciąż czekamy na dopracowanie tematycznej wioski.

Myślę, że warto poczekać do później wiosny, gdy roztopią się tłumy, a teren wokół stanie się bardziej przyjazny. Ponoć też palmy mają wtedy wyglądać lepiej. Na pewno poprawi się organizacja, podszkoli ekipa, pojawi się też więcej relacji z podpowiedziami, jak to najlepiej ogarnąć. No i otworzą się wszystkie zjeżdżalnie, na co ludzie czekają najbardziej!