Zamiast od pytania, zacznę od gratulacji, bo to świetna rola i świetny film. I mówię to bez wazeliniarstwa. Zresztą pewnie sam oglądałeś.

Tak. Wczoraj skończyłem i kładłem się spać zupełnie rozdygotany. To niesamowite zobaczyć wreszcie to wszystko, co człowiek sobie imaginował. I jedno wiem na pewno - wyobrażając sobie jak to będzie, trafiłem! Serial zrealizowano tak, jak sobie wymarzyłem - jest prawdziwy, jest mocny, jest momentami wzruszający, trzyma w napięciu jak jasna cholera. I to mówię ja, aktor, który przecież zna całą historię. Jest więc bardzo dobrze. Wiesz, oglądasz siebie na ekranie, swoich kolegów, ale jesteś w stanie o tym zapomnieć, oderwać się od tego przez chwilę, a to znaczy, że film naprawdę wciąga. I ja to czułem. Wierzę - a po tym co zobaczyłem, to wiara granicząca z pewnością - że "Kierunek: Noc" znajdzie swoich fanów i swoich widzów na całym świecie.

Ja widziałem i też jestem o tym przekonany. Zacznijmy od nieco osobistego pytania. Na początku filmu twój bohater chce wracać do rodziny - bez względu na konsekwencje. Czy zastanawiałeś się jaką ty byś podjął decyzję?

No pewnie, że tak. Ja jestem rodzinny facet, mam trójkę dzieci i wspaniałą żonę. W tym momencie bardzo współodczuwałem ze swoim bohaterem. Weźmy jednak pod uwagę to, że Jakub na początku nie wie jakie jest zagrożenie. To dopiero w drodze pojawia się jedna informacja, druga... Wszystkiego dowiadujemy się ze strzępków informacji, a na tym etapie, kiedy mój bohater chce wymusić powrót, jeszcze nie wiadomo dokładnie o co chodzi. Ale to poczucie, że w najtrudniejszych chwilach lepiej jest być z rodziną niż z kimś obcym, jest dla nas wspólne.

Ksawery SzlenkierKsawery Szlenkier fot. Netflix

A jak to się wszystko zaczęło? Jak wyglądał twój casting i jak wogóle na niego trafiłeś?

Moja agentka ma wybudowane relacje z castingerami za granicą.

To widać po twoim portfolio.

[Śmiech] Kiedy belgijscy castingerzy poszukiwali polskiego aktora z językiem francuskim perfect, lub zbliżonym do perfect, zgłosili się właśnie do Moniki. Monika do mnie zadzwoniła i mówi: "Ksawery, jest spotkanie z facetem z Netflixa. Online. Pojutrze. Masz czas? To umawiam cię". Siedliśmy dokładnie tak jak teraz my siedzimy i po jednej stronie był pan w LA, a po drugiej ja w Warszawie. "Cześć, miło cię poznać". "Cześć". I tak to się zaczęło.

Czy to normalne, że pierwsze castingi są online? Nie mówię o sytuacji z koronawirusem, ale wogóle.

Jeżeli chodzi o zagraniczne produkcje, to tak. Ta nasza rozmowa spodobała się i dostałem prośbę o nagranie jednej sceny - po francusku i po angielsku. A że mam już doświadczenie w kręceniu self tape'ow, w montażu i pracy samemu ze sobą, to nagrałem tę scenę w dwóch językach, wcisnąłem "send" i po kilkunastu dniach dowiedziałem się, że zostałem zaproszony do współpracy. Bez żadnych dodatkowych pytań, co było niezwykłe.

Self tape'y wystarczyły?

One i wcześniejsza rozmowa, podczas której opowiedziałem Jasonowi, jak byłem świadkiem katastrofy lotniczej. W 1987 r. w Lesie Kabackim runął samolot. I ten samolot leciał nad moim domem, bo tam wtedy mieszkałem, miałem 6 lat, byłem z braćmi w piaskownicy i nad naszymi głowami przeleciał płonący samolot. Łupnął w las kilka kilometrów dalej. Tę historię opowiedziałem i kto wie, czy to nie to spowodowało, że Jason z kilkunastu aktorów, z którymi rozmawiał, wybrał mnie i stwierdził: "Ja chcę, żeby ten gość dalej mi opowiadał swoje historie". Nie wiem. Mogło tak być. Tak trafiłem na pokład samolotu linii lotniczych Belgian Airlines.

'Kierunek: Noc''Kierunek: Noc' fot. Netflix

Powiedziałeś, że szukali Polaka. W serialu są ludzie z najróżniejszych krajów. Czy ich narodowości były z góry określone, czy może jak producenci znaleźli ciekawego aktora, to zmieniali scenariusz?

Jak było z innymi postaciami, nie wiem, choć słyszałem, że były drobne roszady, bo aktor ich na tyle zafascynował, że stwierdzili: "Nieważne, ten facet ma tu być, najwyżej coś zmienimy i będzie pasowało". Natomiast Jakub był od początku w scenariuszu. Zastanawiałem się skąd w takiej historii Polak i to wyjaśniło się bardzo szybko, bo dowiedziałem się, że współtwórcami, pomysłodawcami tego serialu są Tomek Bagiński i Jacej Dukaj. I to jest genialne, bo pokazuje, że mamy takich ludzi, którzy potrafią sprzedawać polskie historie globalnie. I wierzę, że teraz będzie coraz więcej polskich postaci i polskich aktorów w międzynarodowych historiach, których założeniem jest dotarcie do widzów na całym świecie.

Czy kiedy dowiedziałeś się, że masz tę rolę, to zacząłeś szukać książki Jacka Dukaja?

Dokładnie tak. [Ksawery sięga w stronę regału i wyciąga "Starość Aksolotla" Dukaja]. Wszystko jest! Jak się dowiedziałem, skąd pomysł pochodzi, to mówię: "Kurczę, muszę to poznać". Ale zacząłem nie od "Starości Aksolotla", tylko od powieści "Lód". Nie znałem wcześniej twórczości Jacka Dukaja i pomyślałem: "Wygoogluję, co jest jego najbardziej znaną powieścią i tę właśnie kupię". I kupiłem tę, która ma tysiąc stron [śmiech]. Ale to niesamowita historia i potrzebny jest zdolny producent, który przeniósłby to na ekran. Skrzyżowanie science fiction z klimatem retro, który bardzo lubię, i jednocześnie dystopijne podejście. Błagam, to musi być zrealizowane. I bardzo się cieszę, że z tak twórczymi ludźmi wylądowałem w tej ekipie.

Ksawery Szlenkier pokazuje, że powieść Dukaja ma pod ręką. Po prawej Marek Krześniak, przeprowadzający ten wywiad.Ksawery Szlenkier pokazuje, że powieść Dukaja ma pod ręką. Po prawej Marek Krześniak, przeprowadzający ten wywiad. fot. Netflix

Serial "Kierunek: Noc" jest reklamowany jako inspirowany książką Jacka Dukaja "Starość Aksolotla". Czy nie sądzisz, że to nieco na wyrost? Czy nie jest tak, że jeśli ktoś będzie tam szukał nawiązań do książki, znajdzie ich niewiele, a właściwie jedno?

Znajdzie więcej niż jedno, bo w książce jest też mowa o tym, że gdy zbliżało się "to coś", co zabijało, ludzie próbowali ratować się na różne sposoby, również wsiadając do samolotów. Więc to także było inspiracją dla Jasona, dla twórców scenariusza. I nie skupiając się na tym, co się w książce dzieje, to na poziomie ludzkim w filmie jest masa odniesień. W książce duch ludzki, jaźń lądują w maszynach, a w naszym serialu to człowieczeństwo nadal jest w ciałach, ale właśnie to zgłębiamy. Nie eksplorujemy zagłady, ale człowieka postawionego w tej sytuacji. W tym sensie serial czerpie z książki Dukaja, bo też jest o człowieczeństwie.

Gdy ja oglądałem serial, pomyślałem, że to Big Brother czasów apokalipsy, gdzie ludzie nie są w domu czy studiu, ale w samolocie. A odpadają ci, którzy naprawdę giną. Co sądzisz o takim skojarzeniu?

To bardzo fajna analogia. Dlaczego Big Brother? Bo tak blisko jesteśmy człowieka, tak głęboko zaglądamy w jego przeżycia, w to co się dzieje w jego wnętrzu. Ten serial jest utkany na bardzo subtelnych, psychologicznych nitkach. Do tego dochodzi suspens i lęk o przetrwanie, ktoś odpada, czasami przypadkiem, bo był w złym miejscu w złym momencie.

Poza tym każdy odcinek zaczyna się krótką historią jednego bohatera, co można porównać do pokoju zwierzeń, a potem jest twoja "prawda" w zderzeniu z okolicznościami i z tym - a to jest bardzo brutalne - czy masz szczęście. Jeśli go nie masz, samolot odlatuje...

W serialu jest bardzo międzynarodowe towarzystwo. Z kim najlepiej wychodziło ci się w interakcję przed kamerą a z kim poza planem?

Wyszło akurat tak, że i na planie i poza nim, współpraca najlepiej układała mi się z Mehmetem Kurtulusem, niemieckim aktorem tureckiego pochodzenia, i z Nabillem Malatem, Belgiem marokańskiego pochodzenia. Tak naprawdę od samego początku wszyscy aktorzy byli ciekawi jeden drugiego, ciekawi, co ten nieznany mi aktor z innego kraju wnosi ze sobą. Panowała więc wielka ciekawość. Natomiast z Mehmetem poznaliśmy się jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć, przy działaniach promocyjnych. Dołączył do nas Nabill i ta relacja Trzech Muszkieterów przetrwała do dziś. Wczoraj byliśmy z Mehmetem i Nabillem na łączach, po prostu to bardzo fajni ludzie. A w serialu jest jeszcze jedna fantastyczna aktorka. U nas się mówi, że ktoś jest zwierzęciem scenicznym, a tu można powiedzieć, że ona pożera ekran, jest szalenie emocjonalna. To Babetida Sadjo, która jest Belgijką pochodzącą z Gwinei Bissau. I jeśli my byliśmy Trzema Muszkieterami, to ona była d'Artagnanem.

W tym teamie spędzaliśmy dużo czasu poza planem i ta bliskość się pogłębiała - to nie były już tylko rozmowy o pracy. Poznałem ich i to są świetni ludzie.

Nabill Malat, Babetida Sadjo i Mehmet Kurtulus, czyli trójka aktorów z którymi zaprzyjaźnił się Ksawery SzlenkierNabill Malat, Babetida Sadjo i Mehmet Kurtulus, czyli trójka aktorów z którymi zaprzyjaźnił się Ksawery Szlenkier fot. Netflix

Wspommiałeś o Tomku Bagińskim, który był producentem wykonawczym. Czy znałeś go wcześniej?

Nie, choć oczywiście "Katedrę" oglądałem i jak usłyszałem, że Tomek Bagiński jest na pokładzie, powiedziałem: "Łał, to genialnie! Chcę go poznać". Dużo rozmawialiśmy, to człowiek o bardzo szerokich horyzontach, dużo rzeczy go interesuje. I w całym tym bombardowaniu językiem, angielskim, francuskim i flamandzkim, rozmowy w ojczystym języku z Tomkiem czy z Jackiem, kiedy pojawiał się na planie, były dla mnie cenne. Obaj są wspaniałymi partnerami do dyskusji, ludźmi o bardzo rozwiniętej wyobraźni, więc fajnie się z nimi rozmawia.

Pewnie na to pytanie jest jeszcze za wcześnie, ale i tak je zadam. Czy rola w serialu Netfilxa otwiera drzwi do międzynarodowej kariery?

Chyba tak. Ja nie wiem do końca, bo tak dużej roli w międzynarodowej produkcji do tej pory nie miałem, ale wspomniany już Mehmet Kurtulus trafił na pokład tego samolotu, dlatego że zagrał w pierwszym tureckim serialu dla Netflixa pt. "Protector". Przy okazji tamtej produkcji poznał Jasona George'a, który potem do niego zadzwonił i zapytał: "Mehmet, ty nie mówisz po francusku, przypadkiem?". "A tak się składa, że radzę sobie nie najgorzej".

To jeden element. Drugi jest taki, że Netflix jest platformą globalną. Dociera dziś do ilu krajów, 190? Do milionów ludzi na całym świecie. Czy to jest gwarancją popularności międzynarodowej? Nie wiem, ale np. kiedy siedziałem z Mehmetem na kawie w Brukseli, podszedł do niego Meksykanin i powiedział: "Przepraszam, czy ty jesteś Mehmet Kurtulus z "Protektora"? "Tak". "Ja jestem tu z Mexico, z żoną. Jesteśmy twoimi wielkimi fanami...". Tak to jest. Czy to się stanie moim udziałem? Może, ale nie po to to robiłem. Celem było wykonanie na 100% swojego zadania i tyle. 15 lat mojej pracy zawodowej spowodowało, że ja za dużo sobie nie wyobrażam. Za to jestem otwarty na to, co los przyniesie. I jeśli któregoś dnia zadzwoni Jason i powie: "Opowiadamy taką historię, która się dzieje w Bangladeszu. Myślę o polskim wolontariuszu międzynarodowej instytucji i chciałbym, żebyś go zagrał", to pakuję się i lecę do Bangladeszu.

Ksawery Szlenkier z Martyną PeszkoKsawery Szlenkier z Martyną Peszko fot. Netflix

W serialu "Kierunek:Noc" zobaczyłem jeszcze jednego polskiego aktora... Czy możemy o tym mówić?

Totalnie nie! Ale dobrze, że o tym wspomniałeś, bo wierzę, że już sama informacja, że poza mną i wspaniałą Martyną Peszko grającą moją żonę, jest jeszcze jeden polski aktor, może przyciągnąć widzów do naszego serialu. Propagujmy tę informację.

Czy jest szansa na kolejne serie?

Powiem tak - ja jestem gotowy na drugą serię. Wszyscy aktorzy są gotowi. Dlaczego? Bo żelaznym elementem każdej dobrej historii jest to, że widzowie zastanawiają się: "A co by było, gdyby… Co by było dalej?". Ja mam głowę pełną takich domysłów, książka Dukaja podpowiada mi pewne możliwości rozwoju tej fabuły. Historia jest tak umiejętnie skonstruowana przez Jasona George'a, że jest otwarcie na ewentualną drugą część. Co dalej? Niech widzowie oglądają, niech lajkują...

Jak będzie duża widownia, to będzie druga część?

Nie znam modelu biznesowego Netflixa. Wiem, że w niektóre produkcje od razu wpisany jest drugi, a nawet trzeci sezon. Nie mogę zdradzić, czy tak jest w tym przypadku. Jedno jest pewne - tak jest utkana ta historia, że chciałoby się jej więcej.

Mehmet Kurtulus na pokładzieMehmet Kurtulus na pokładzie fot. Netflix

Na koniec zapytam o twoje kolejne plany zawodowe. Czy są sprecyzowane, czy przez koronawirusa wszystko padło?

Plany, które miały być realizowane tej wiosny są odłożone na... przyszłość. I teraz pytanie, co to znaczy przyszłość. Jeśli chodzi o wyzwania przed kamerą, to wszystko jest zawieszone. Nie mówię odwołane, raczej zamrożone. Ale tak jak wspomniałem, jestem człowiekiem, który już sporo przeżył w tej branży - i czasy bez pracy, i czasy kiedy pracy było dużo. Wymyśliłem, jak sobie radzić w tych momentach bez pracy, wiesz, mam trójkę dzieci i musiałem wyzbyć się myślenia: "Aktorstwo albo śmierć". Już pewien czas temu zacząłem dzielić się swoją wiedzą z biznesem, zacząłem szkolenia z wystąpień publicznych, stałem się po prostu wykwalifikowanym trenerem od wystąpień publicznych i choćby dzisiaj - skończę press junket [wywiady z dziennikarzami - przyp. red.] i mam sesję z klientką, która się szykuje do bardzo ważnej prezentacji. To szło już od dawna dwutorowo. A jak będzie w przyszłości? Będzie dobrze.

trailer:

Serial Netflixa "Kierunek: Noc"

Premiera serialu 1 maja 2020 r.