Dokonał tego w 2005 r. w Morzu Czerwonym u wybrzeży Egiptu. Schodził pod wodę przez 15 minut. Wynurzał się 12 godzin. Jego rekord świata, uznany przez Księgę rekordów Guinnessa, wynosi 318 m 25 cm. Do niego należy też najlepszy wynik na świecie w nurkowaniu jaskiniowym. W swej ojczyźnie, w jaskini Bushmansgat zszedł na głębokość 282,6 m.

Co się widzi na 318 m?

- Nic wyjątkowego, trochę meduz, krewetek. Jest zupełnie ciemno, żadnych złotych monet ani skarbów.

Czy po biciu rekordu od razu wrócił pan do normalnego życia?

- Zaraz po wynurzeniu byłem zbadany przez lekarzy, po dwóch godzinach ponownie. Następnego dnia znowu, dodatkowo musiałem spędzić 4,5 godziny w komorze dekompresyjnej. Na wszelki wypadek. Wróciłem na weekend do RPA i poszedłem w poniedziałek do pracy.

Czym się pan odżywiał podczas bicia rekordu. Zanurzanie się i wynurzanie trwało przecież 12 godzin.

Uważa pan, że można było zejść jeszcze głębiej?

- Nie. Wiedziałem, że doszedłem do granicy, niżej straciłbym przytomność. Już nie ufałem sobie. Możliwości techniczne też były ograniczone.

Oglądał pan "Wielki błękit" Luca Bessona?

- Mam w domu długą wersję tego filmu. Obejrzałem go 10, a może nawet 20 razy.

Jest wiarygodny?

- Bardzo realistyczny, ale może trochę za bardzo udramatyzowany.

Czy tak jak u bohaterów filmu pasja do nurkowania narodziła się u pana w dzieciństwie?

- To bardzo podobna historia. Miałem 9 lat, kiedy zacząłem pływać pod wodą. Polowałem z kuszą na ryby. Potem trafiłem na książki Jacques'a Cousteau. Wtedy chyba po raz pierwszy pomyślałem, że nurkowanie to jest to, co chcę w życiu robić. Kiedy poszedłem na uniwersytet, nauczyłem się tej sztuki na dobre, wciągnęło mnie to już na zawsze.

Co w nurkowaniu pociąga pana najbardziej: adrenalina z tym związana, rywalizacja, możliwość odkrycia nowych rzeczy?

- Kiedy zanurzam się w wodzie i schodzę na głębokość 100 czy 300 m, nie czuję, żebym z kimś współzawodniczył, co najwyżej z samym sobą. Ten element rywalizacji pojawia się później, kiedy się okazuje, że mam lepszy wynik od kogoś innego. Gdy przystępowałem do bicia rekordu świata, byłem wyjątkowo spokojny, skupiony na tym, aby po prostu zanurkować dla przyjemności.

Jest pan geologiem, czy dzięki swojej pasji dokonał pan jakiegoś odkrycia?

- Jestem inżynierem, specjalistą od budownictwa lądowego, ale rzeczywiście zrobiłem pierwszy stopień specjalizacji z geologii. Uczestniczyłem w ekspedycjach naukowych i raz udało mi się dokonać odkrycia. W jaskini zbudowanej z dolomitowych skał w Namibii znalazłem stromatolis, pierwotną formę życia sprzed 3 miliardów lat. Nigdy dotąd nikomu nie udało się zobaczyć stromatolitów żyjących.

Jaka jest granica bezpieczeństwa dla nurka?

- Przy zwykłym nurkowaniu jest to 30 m. Jeżeli chcesz zejść niżej, musisz skończyć specjalne kursy.

Ile razy schodził Pan na przykład poniżej 100 m?

- Kilkaset razy. W sumie przebiłem już chyba Ziemię na wylot. Trzeba by policzyć. Ale każde zejście poniżej 150 m jest balansowaniem na granicy życia i śmierci. Wielu ludzi ginęło, przekraczając tę granicę.

No właśnie - pod wodą ginęli pana przyjaciele i nauczyciele. Nie odstraszało to pana?

- Śmierć kolegi zawsze jest tragiczna, ale też próbuję się uczyć na podstawie błędów innych. Lepsze to, niż płacić za nie samemu.

Niektóre portale podają, że naprawdę rekord świata w nurkowaniu głębinowym należy do Pascala Bernabégo. Francuz miał zejść na głębokość 330 m.

- Trzeba tę sprawę wyjaśnić. Jeśli bijesz rekord musisz, udowodnić, że to zrobiłeś. Mogą to potwierdzić tylko wiarygodne instytucje. Nie twoi przyjaciele czy sponsorzy, w ten sposób się ośmieszasz. Mój rekord był badany przez niezależnych ekspertów. Miałem dowód w postaci zapisu telewizyjnego, zdjęć. Księga rekordów Guinnessa zaakceptowała mój wynik w oparciu o obliczenia naukowców. Trzeba było wykazać, że lina, po której opuszczałem się w głąb, nie straciła swej sprężystości, nie rozciągnęła się. Czy zrobił to Bernabé? My nic na ten temat nie wiemy. Nie wiemy więc, czy zszedł na 266 m, czy może na 330. Nikt nie jest w stanie stwierdzić, czego on dokonał.

Jakieś rady dla nurkujących czytelników "Logo"?

- Żeby nie schodzili za szybko i za głęboko, niech po prostu rozkoszują się wodą. Mój rekord był zwykłą konsekwencją miłości do wody i tego, co robię.            

Do poczytania

Phillip Finch "Mrok"

Bohaterem jest David Shaw, który po 5 latach szkolenia zszedł jako jedyny człowiek na głębokość 270 m na obiegu zamkniętym, w jaskini Bushmann's Hole w RPA. Zginął podczas próby wyłowienia ciała nurka z dna jaskini.

Sheck Exley "Autobiografia pod ciśnieniem"

Exley to guru nurkowania jaskiniowego, odkrywca wielu niezbadanych przedtem jaskiń. Zginął w Meksyku mając 10 m do położonego na głębokości 278 m dna. Przed śmiercią zdążył oplątać się w linę upustową, tak żeby koledzy mogli wyłowić jego ciało.

Zdjęcia: archiwum prywatne (montaż)

Czytaj też na Logo24 :