Stało się - tracisz przyjaciela. Wolnego, odważnego, z fantazją, po prostu faceta, z którym można konie kraść. Za kilka tygodni twój przyjaciel się żeni. Zrozpaczony prosi cię jeszcze, żebyś został świadkiem jego odejścia. To honor, ale i obowiązki. Większość tych powinności jest kłopotliwa - musisz dbać o listę prezentów ślubnych, pomóc w przygotowaniu wesela, pamiętać o obrączkach. Ale przynajmniej jedno z zadań powinno sprawić ci przyjemność. Wieczór kawalerski - to może być ostatnia okazja, by chłopak zabawił się jak za dawnych czasów. Oczywistym elementem tej imprezy bywa więc alkohol w naprawdę duuużych ilościach. Może być i striptizerka - zamówiona do domu albo oglądana w klubie go-go. Nie zapomnij też o tym, że w każdym facecie drzemie małe dziecko, które właśnie na wieczorze kawalerskim wolno mu po raz ostatni ujawnić - możesz przyjacielowi zorganizować wyścigi gokartów, weekend na paralotni, skok na bungee.

Przed imprezą musisz skonsultować z panem młodym tylko dwie rzeczy:

kto płaci i kogo zaprosić

Jeśli chodzi o koszty, to jest to twoja sprawa. Ale jeżeli twoje konto świeci pustką, to nie stanie się nic strasznego, jeśli zaproponujesz gościom imprezę składkową. A i bohater wieczoru może się dołożyć. Listę zaproszonych przygotuj wspólnie z panem młodym. To w końcu jego goście - musi się z nimi dobrze czuć i bawić. Reszta to już twoja inwencja. Masz wolną rękę w organizowaniu atrakcji. Uważaj jednak, żebyś tydzień po świadkowaniu na ślubie nie stał się świadkiem na rozprawie rozwodowej. Nie każda narzeczona jest tak wyrozumiała jak Monica z serialu "Przyjaciele", która swojemu Chandlerowi sama zorganizowała i opłaciła striptizerkę.

Najtaniej i najprościej jest oczywiście zorganizować wieczór kawalerski

Niezbędnym elementem jest dla wielu zamówienie striptizerki. Taka rozrywka to koszt 100-500 zł za półgodzinny pokaz (plus dojazd). Upewnij się, że pan młody ma na to ochotę. I że wszyscy goście umieją trzymać język za zębami. Wystarczy zerknąć do internetu, by zorientować się, co kobiety myślą o takiej rozrywce. "Mój ślubny miał wieczór, wiem, że byli na striptizie. Fatalnie czułam się, wiedząc, co oni tam wyrabiają" - pisze na forum Gazeta.pl kachna264.

Coraz modniejsze są

wieczory nietypowe

Jednym ze sposobów na oryginalny wieczór jest przedłużenie go o jakieś dwa dni. Ta moda przyszła z Wielkiej Brytanii, gdzie takie stag weekends ("stag" to tyle co samiec jelenia, "stag night" to po brytyjsku wieczór kawalerski; Amerykanie wolą mówić "bachelor party") od dawna są kołem zamachowym przemysłu turystycznego. Ostatnio także polskiego, bo Trójmiasto, Kraków, Warszawa stały się popularnymi kierunkami samczych wypraw młodych Anglików. - Od czasu wejścia na nasz rynek tanich linii lotniczych mamy coraz więcej takich gości - opowiada Kania. - Robią imprezy tematyczne, ostatnio mieliśmy wieczór kawalerski w stylu więzienia Alcatraz.

Charakter wyjazdu zależy od ciebie - możesz zorganizować trzy dni clubbingu w Łodzi albo wycieczkę ze skrzynką wódki na Mazury. Ale nikt nie powiedział, że i w swoim mieście nie możesz mieć fajnego wieczoru kawalerskiego. Przepis podaje Bartek z Warszawy, który z kolegami doszedł do perfekcji w organizowaniu rozrywek dla "denata". - Bohater wieczoru nie może wiedzieć, co go czeka. My mamy plan, a delikwent spełnia nasze polecenia - mówi Bartek. Niektórzy wolą bardziej radykalne niespodzianki. "Mojemu kumplowi koledzy zainscenizowali porwanie: wybadali, gdzie będzie o jakiejś porze, zamaskowani napadli go i wywieźli" - pisze na forum siuil_a_run. To wchodzi w rachubę, jeśli przyjaciel nie cierpi na choroby serca. Najważniejsze i tak jest to, co dzieje się później.

- Za każdym razem robimy coś nietypowego - opowiada Bartek. - Jednego kolegę zabraliśmy na strzelnicę, z innym byliśmy na lodowisku. Dobrym pomysłem może być wyjście do kasyna. Lub coś naładowanego adrenaliną, np. skoki na bungee. To może okazać się świetnym treningiem przed samą ceremonią ślubną - niech kawaler poczuje, jak to jest, kiedy ziemia ucieka spod nóg, w uszach świszczy, a przed oczami robi się ciemno.

Tekst: Mikołaj Kirschke

Zdjęcia: Reporter/Kris Pannecoucke, Corbis, East News, Albert Zawada, Marcin Wołoszczak (montaż)

Czytaj też na Logo24 :