Najtrudniejszy jest początek. Trzeba się umówić. Podręczniki savoir-vivre'u nie precyzują, niestety, kto powinien wyjść z inicjatywą. Pewnie dlatego, że to oczywiste: na randkę, przynajmniej tę pierwszą, zaprasza mężczyzna.

Miejsce akcji

Pierwsze zadanie - dokąd idziemy. Randkowe miejsca dzielą się z grubsza na dwie kategorie: dla bardziej i mniej odważnych. Zaproszenie kobiety do restauracji wymaga odwagi, bezpieczniejsze jest kino albo wystawa. Myślicie, że odwaga ma się proporcjonalnie do wydanych na mnie pieniędzy? Wcale nie! Chodzi o to, że mając bilety na film lub do muzeum, mężczyzna zawsze może się wycofać: "Randka? Jaka randka?! Przecież nie można było nie zobaczyć takiej wystawy!". A już w przypadku restauracji... Cóż, tu poziom deklaracji (czytaj: podobasz mi się, zależy mi) jest znacznie większy. Co zatem wybrać? Ja, a wraz ze mną 99 proc. kobiet zapewniamy: Chciałabym, ach chciała... Do restauracji, proszę.

Miejsce wybrane, czas się przygotować. Tu kolejna rada - nie przesadzaj! Jeśli na co dzień lubisz swobodniejszy strój, nie sprowadzaj na spotkanie garnituru z Mediolanu. Ale taki zwykły, z Vistuli, jak najbardziej. I nie wylewaj na siebie butelki wody kolońskiej.

na randce
na randce  

Scenariusz i reżyseria

Nie układaj scenariusza. Znam pana, który ma kilka gotowych "randkowych" monologów. Parę odgrzewanych dowcipów, komplementów przetrenowanych w przeszłości. Pan ma po kilka spotkań w miesiącu, i owszem, tyle że są to zawsze randki pierwsze i ostatnie zarazem. Co zatem zadziała? Obstawiam brak strategii.

Tekst: Iwona Havranek

 Zdjęcia: Shaterstock (montaż)

Zobacz też na Logo24 :