Jesteśmy w Gdańsku na boisku przy Molotece. Trwa trening na zgrupowaniu kadry. Jest 10.30 i  jest już gorąco, a za chwilę temperatura podniesie się jeszcze bardziej, bo piłkarze wprost palą się do gry. Średnia wieku w reprezentacji wynosi 26 lat. Większość kadrowiczów gra w jednej łódzkiej drużynie KP. Jej trenerem jest także selekcjoner kadry Marcin Stanisławski. Reprezentacja na piachu kopie piłkę tylko dwa miesiące w roku – tyle trwa sezon. W tym roku po raz pierwszy zaczęli przygotowania od lutowego zgrupowania w Spale, grając na boisku do siatkówki plażowej. Przez 10 miesięcy piłkarze plażowi grają w trzeciej, czwartej, a nawet piątej lidze, albo w fustal (piłkę halową). Jest nawet jeden freestylowiec.
Zarabiają na życie, wykonując przeróżne zawody, a gdy tylko przygrzeje słońce, ciągnie ich na piach. Stoją teraz w kółku i odbijają do siebie w powietrzu piłkę – wszystkimi możliwymi częściami stopy, kolanami, barkami i oczywiście głową. Freestyle’owy jam przerywa trener, który dzieli drużynę na trójki i zabawa trwa dalej w podgrupach. Potem
jest krótka i luźna rozgrzewka (wymachy rąk, trochę biegania, wyskoki, rozciąganie).
Drużyna dzieli się połowami boiska i zaczyna szlifować akcje ofensywne. Piłkarze omijają wbite w piach plastikowe tablice, które zastępują przeciwników. Jeden z graczy wybija piłkę z rogu, drugi przyjmuje ją na klatkę piersiową, a potem wybiją w górę, wystawiając do trzeciego, który stoi tyłem do bramki. On wybija się w powietrze i robiąc przewrót do tyłu, kopie piłkę wprost do celu.

Mateusz Złotowski wykonuje tzw. nożyce. Uderzenie z pierwszej piłki po wyrzucie z autu.Mateusz Złotowski wykonuje tzw. nożyce. Uderzenie z pierwszej piłki po wyrzucie z autu. fot. Albert Zawada / Agencja Wyborcza.pl

Brazyliana górą

Beach soccer to kolejny amerykański wynalazek. Przynajmniej oficjalnie, bo mecz, od którego datuje się początek tej dyscypliny został rozegrany w Miami w 1993 r. Jednak już dwa lata potem „plażówka” wróciła do swojej prawdziwej kolebki, czyli na plażę Copacabana w Rio de Janeiro, gdzie odbyły się pierwsze mistrzostwa świata. Beach soccer to jedna ze specjalności Brazylijczyków (obok vale tudo, brazylijskiego jiujitsu i capoiery). – Oni rodzą się i od razu idą na plaże. Są jedyni w swoim rodzaju – mówi Marcin Stanisławski. – Tylko oni potrafią się kiwać i prowadzić piłkę po piasku, tak jak po trawie. Najlepiej także kontrolują ją w powietrzu. Poza nimi są w tym naprawdę dobrzy tylko Portugalczycy i Hiszpanie. My aż takich umiejętności nie mamy i szukamy innych rozwiązań – mówi trener (jakie to rozwiązania, zaraz wyjaśnimy).
– Piłkarze z Copacabany mają tak dobrą technikę, że potrafią wygrywać pojedynki jeden na jednego, a ich kolejnym atrybutem jest szybkość. Ograny piłkarz zostaje z tyłu, a czterech Brazylijczyków siedzi na karku trzem rywalom. Piłkarze z Brazylii mają też doskonałe kardio – tłumaczy Marcin.
W plażówce gra toczy się przez trzy tercje po 12 minut każda, a przerwy trwają po trzy minuty. Na polu walczy czterech piłkarzy i bramkarz, a gra ma system hokejowy, zmiany dokonywane są co dwie-trzy minuty, a w trzeciej tercji nawet częściej. Brazylijczycy, natomiast, potrafią rozegrać w tym samym składzie pełny mecz. A to dlatego, że dzięki przewadze technicznej potrafią zwalniać tempo gry. Mogą sobie na to pozwolić, bo przeciwnicy nawet nie próbują wywierać presji, wiedząc, że nie ma to sensu.  Brazylijczycy nie trzymają się przy tym żadnych schematów. To czysty żywioł.
– Piłka plażowa jest o sto procent trudniejsza technicznie i o sto procent bardziej wymagająca kondycyjnie od futbolu na trawie. To dwie zupełnie inne dyscypliny – podkreśla Marcin. Gawędzimy na trybunie, a on czasami nagle przerywa, żeby pochwalić albo poinstruować piłkarzy. Jest zrośnięty z drużyną. Trenuje kadrę od trzech lat. Sam nigdy nie grał w beach soccera, a wywodzi się z futsalu. To podobna dyscyplina, bo drużyna także wystawia pięciu graczy. Marcin na początku trenował drużynę KP Łódź i wywalczył z nią Puchar Polski. Po tym sukcesie awansował na selekcjonera kadry. Pod jego wodzą Polacy, jako jeden z czterech zespołów z Europy, awansowali do mistrzostw świata. Wygrali kwalifikacje, pokonując Rosję, która przedtem dwukrotnie triumfowała (w plażówce MŚ odbywają się co dwa lata). Mundial odbył się na Bahamach. Polacy wylosowali grupę śmierci: Brazylię, Japonię i Tahiti. Nie wyszli dalej, ale to Brazylia i Tahiti spotkały się w finale.
W ostatniej dekadzie piaskowy mundial dwa razy wygrali Rosjanie, raz Portugalczycy i raz Brazylijczycy, którzy teraz wrócili na mistrzowski tron.  

 

Pojedynek strzelec kontra bramkarz. Bogusław Saganowski wykonuje wzorcowe uderzenie z tzw. kopczyka.Pojedynek strzelec kontra bramkarz. Bogusław Saganowski wykonuje wzorcowe uderzenie z tzw. kopczyka. fot. Albert Zawada / Agencja Wyborcza.pl

Saganowski na plaży

– To jest coś fantastycznego, kiedy bramkarz rzuca do ciebie piłkę przez całe boisko i trafiasz z przewrotki. Albo przyjmujesz piłkę na klatkę i potem robisz przewrotkę. Niech każdy spróbuje pobiegać latem za piłką po plaży, przekona się, jakie to jest ciężkie – mówi Bogusław Saganowski, największa gwiazda polskiej plażówki. Ma 41 lat, filmową urodę i krzepką sylwetkę zawodowego sportowca. Jako jeden z nielicznych piłkarzy w Polsce potrafi dobrze prowadzić piłkę po piachu. Gra w KP Łódź, w zeszłym roku po 12 latach skończył przygodę z kadrą.
KP Łódź to aktualni mistrzowie Polski. Boguś, jak nazywają go koledzy z boiska, od dwóch lat mieszka z żoną w Gdańsku. Jest trenerem dziecięcej drużyny Pokolenia Lechia Gdańsk. Wychował się na łódzkim podwórku, kopiąc  piłkę z młodszym o półtora roku bratem Markiem. Marek Saganowski został sławnym piłkarzem, zdobywał tytuły mistrza polski z ŁKS-em i Legią, grał w kadrze  Polski i za granicą. Teraz Bogusław namawia brata na beach soccer. Sam trafił do plażówki, mając prawie 30 lat. Miał już za sobą długą przygodę z piłką, był bramkarzem, obrońcą i pomocnikiem. Nie przebił się i grał w coraz niższych ligach, a w końcu wylądował w futsalu. Pewnego dnia zagrał towarzysko w trzydniowym turnieju plażówki. Zdobył dwie nagrody i powołanie do kadry.
– Teraz już nikt mnie nie wyciągnie z tego piachu. Nawet traktorem. Chcę grać do momentu, gdy będzie mnie to bawiło. Uwielbiam tę zabawę, a do tego jestem strasznie ambitny i każdy mecz traktuję jak ostatni. Zawsze chcę być najlepszy – mówi Bogusław.  W zeszłym sezonie był najlepszym zawodnikiem ekstraklasy i królem strzelców. – Wszystko jest kwestią samozaparcia. 12 lat temu trenowałem, gdzie tylko było to możliwe. W piaskownicy dzieci robiły sobie babki, a ja stałem obok i podbijałem piłkę. Bo podbijanie jest najważniejsze – piłka się zakopuje i żeby ją kopnąć, najpierw trzeba ją podrzucić nogą w górę
– mówi Bogusław. Na MŚ w plażówce grał i dwa lata temu, i w 2006 r., gdy polska reprezentacja wywalczyła po raz pierwszy awans i pojechała do Brazylii.
Polski beach soccer był wtedy bardzo młodym sportem. Jego historia zaczęła się latem 2003 r., gdy powstała Polska Federacja Beach Soccera, którą założył łodzianin Michał Sieczko. Federacja organizowała mistrzostwa Polski i skupiała wokół siebie kadrę. W 2009 r. PZPN otworzył komisję piłki nożnej plażowej i przejął to. – Od tej pory wszystko zaczęło iść szybciej i sprawniej – mówi Marcin Stanisławski. Beach soccer jest jednak u nas nadal dyscypliną niszową, w której nie zarabia się pieniędzy. – Jest poniedziałek, w czwartek ruszają rozgrywki pucharowe, a czy widać gdzieś plakaty? – narzeka jeden z piłkarzy.

 

Zabawa z piłką - ćwiczenie poprawiające technikę, zawodnicy i autor tekstu podają do siebie piłkę tak, żeby nie spadła na piasek.Zabawa z piłką - ćwiczenie poprawiające technikę, zawodnicy i autor tekstu podają do siebie piłkę tak, żeby nie spadła na piasek. fot. Albert Zawada / Agencja Wyborcza.pl

Silesia mistrzem Anglii

Mateusz Złotowski jest doradcą w PKO BP. Ma 36 lat. Pracuje w teamie obsługującym strategicznych klientów. Pomimo korporacyjnej kariery głowę ma pełną marzeń związanych z plażówką. Od kilku lat jest związany z Silesia Milenium Beach  Soccer Club, który prowadzi wraz z jego założycielem Dariuszem Gołębiowskim.  Od roku nie gra już w meczach. – Wywalczyliśmy mistrzostwo i wicemistrzostwo Anglii, graliśmy w beach soccerowej lidze mistrzów (Euro Winners Cup) i to mi wystarczy do szczęścia – mówi Mateusz. W piłkę gra od dziecka. Na trawie i w hali. Za miłość do futbolu zapłacił dwiema operacjami zerwanego więzadła krzyżowego (w tym samym kolanie). – Lekarz zakomunikował, że muszę sobie znaleźć inny sport, więc zacząłem grać na piachu – uśmiecha się.
– W plażówce jest nieporównywalnie mniej kontuzji, bo piach amortyzuje upadki, a do tego gra się boso i z reguły zdarzają się tylko wybicia palców – mówi Mateusz. Na piach wszedł w 2004 r. 12 lat potem Darek Gołębiewski, który pomieszkiwał w Anglii, zorientował się, że lokalna liga odpowiada poziomem polskim drużynom z drugiej części tabeli. A do tego Anglicy nie mają obostrzeń, co do gry obcokrajowców i nie robią problemów z zarejestrowaniem zespołu w Anglii. I tak Silesia stała się angielskim zespołem i w jednodniowym turnieju w Londynie bez problemów zdobyła tytuł mistrza Anglii, pokonując w finale meczu Arsenal Londyn.
– To był pełny spontan. Skompletowaliśmy skład z chłopaków grających dobrze w polskiej lidze. Nie zrobiliśmy ani jednego treningu
Na kolejnych mistrzostwach w 2017 r. ulegli tylko Arsenalowi. – Zakończyłem karierę jako wicemistrz Anglii, a teraz chcę doprowadzić Silesię do finału mistrzostw Polski
– mówi Mateusz.
Korzystam z okazji, że boisko po treningu kadry jest wolne, i proszę go o lekcję plażówki. Mateusz na początku demonstruje, jak usypać kopczyk z piasku, z którego wykonuje się rzuty wolne. Piłkarz oddaje strzał z miejsca, w którym został sfaulowany. To wielka okazja na gola, bo bramkarza nie chroni mur. Druga technika to właśnie podrzucenie piłki, o którym mówił Bogusław Saganowski. Trzeba włożyć palce stopy pod piłkę i machnąć nogą. Nie jest to trudne. Potem jest gorzej, bo mam podrzucić piłkę i kopnąć ją tą samą nogą. Jestem uradowany, bo za pierwszym razem udaje mi się wkopać piłkę do bramki. Na koniec przewrotka lub półprzewrotka. Przewrotka polega na wybiciu się w górę z tej samej nogi, którą kopnie się piłkę. Lądowanie na plecach wymaga odrobiny zręczności.

Parada bramkarska w wykonaniu Macieja Marciniaka - bramkarza reprezentacji Polski oraz drużyny Silesia Milenium BSC.Parada bramkarska w wykonaniu Macieja Marciniaka - bramkarza reprezentacji Polski oraz drużyny Silesia Milenium BSC. fot. Albert Zawada / Agencja Wyborcza.pl

Turbo-bramkarz     

– Piękno tego sportu polega na tym, że mogę uderzyć niecelnie, a i tak bramka pada, bo piłka odbija się od nierówności terenu i myli bramkarza – mówi Bogusław Saganowski.
– Dlaczego lubisz grać na piachu? – pytam Macieja Marciniaka, golkipera kadry i Silesii Milenium BSC.                       
– Jestem ambitny i lubię interwencje. W meczu na trawie jest ich średnio 16-20, a na piasku około 60. Bramkarz non stop musi być skupiony. Do tego może grać w polu,
a więc asystować i strzelać bramki – podsumowuje Maciek. Ma 27 lat. Prowadzi własną działalność w branży budowlanej. Na piasku gra od siedmiu lat, w kadrze od trzech. – Dużo kobiet lubi plażówkę, bo nie nudzą się na meczach. Choćby moja narzeczona – stoi, zaciska pięści i krzyczy. Cały czas coś się dzieje. Wynik 0:0 zdarza się chyba raz na sto – tłumaczy.
Polska reprezentacja jest sklasyfikowana na 14. miejscu, na które awansowała z 40. – Nie mamy takiej techniki jak najlepsi, więc nadrabiamy przygotowaniem fizycznym i dobrym wykonywaniem schematów gry. To jest nasza siła – tłumaczy Marcin Stanisławski.
Bogusław Saganowski dodaje: – Lubię wakacyjną atmosferę tego sportu.  Ludzie przychodzą z rodzinami. Nie ma kiboli. Gra muzyka. Jest fajnie.

Trzej Przyjaciele z boiska: Mateusz Złotowski, Bogusław Saganowski (KP Łódz) i Maciej Marciniak (Silesia Milenium BSC).Trzej Przyjaciele z boiska: Mateusz Złotowski, Bogusław Saganowski (KP Łódz) i Maciej Marciniak (Silesia Milenium BSC). fot. Albert Zawada / Agencja Wyborcza.pl

BOISKO, BRAMKI i LINIE

Boisko do plażowej piłki nożnej ma: 
35-37 m długości,
26-28 m szerokości.

Bramki mają: 
2,2 m wysokości,
5,5 m szerokości.

Na boisku nie ma linii pola karnego i środka boisk. Tyczki wyznaczają „wirtualne” linie.

BEACH SOCCER W POLSCE

W polskiej ekstraklasie beach soccera gra 10 drużyn, w 1. lidze kolejnych 8.

Najmocniejsze ekipy to: KP Łódź, Boca Gdańsk, Hemako Sztutowo, Silesia Milenium BSC, AZS SAN Łódź i Team Sosnowiec.