Zegarki firmy Breitling doskonale sprawdzały się w każdych warunkach, dzięki czemu marka zasłużenie obrosła legendą.

Ktoś, kto rodzi się w małej wiosce Saint Imier w szwajcarskiej Jurze, zegarmistrzostwo ma zapisane w genach. Ta teoria sprawdziła się także w przypadku potomka niemieckich imigrantów, Leona Breitlinga, który swoją karierę zaczynał od montowania mechanizmów w jednym z miejscowych warsztatów. Gdy skończył 24 lata uznał, że już czas się usamodzielnić. Otworzył w Saint Imier mały warsztat zegarmistrzowski. Od początku chciał się czymś wyróżniać. A że pod koniec XIX w. Europę opanowała nowa moda - sport, reakcja Breitlinga była natychmiastowa. Miał już przygotowany cały arsenał stoperów, które sprzedawały się tak dobrze, że wkrótce warsztat w Saint Imier okazał się zbyt mały.

Nie zastanawiając się długo, Breitling przeniósł się do miasta zegarmistrzów La Chaux-de-Fonds, gdzie w 1892 r. wybudował fabrykę. Jej oficjalna nazwa brzmiała: Leon G. Breitling SA Montbrillant Watch Manufactory, a specjalnością firmy były oczywiście zegarki ze stoperem.

Do samolotu jeden krok

Śmierć Leona Breitlinga zbiegła się z wybuchem I wojny światowej. Zarządzanie firmą przejął jego syn Gaston, który jako utalentowany zegarmistrz wiedział jedno: najważniejszy jest bardzo atrakcyjny produkt. A za taki uważał zegarek, który mierzyłby czas z dużą dokładnością. Zaczął więc eksperymentować z tarczami: umieszczał na nich podziałki ułatwiające przeróżne pomiary, na przykład średniej prędkości lub odległości. Na sukces nie musiał długo czekać: niezawodnymi chronografami zainteresowało się wojsko, a zamówienia napływały bez przerwy. I nie chodziło tu wcale o zegarki dla celów reprezentacyjnych. Walczące armie potrzebowały czasomierzy, za pomocą których co do sekundy można było zsynchronizować czas bombardowania artylerii z przeprowadzanym jednocześnie natarciem piechoty. I w tych, często ekstremalnych, warunkach świetnie się sprawdzały naręczne zegarki ze stoperem, dostarczane przez firmę Breitling. A Gaston Breitling, jak na Szwajcara przystało, pozostał neutralny i sprzedawał je wszystkim stronom konfliktu.

Zdjęcia: materiały prasowe

Zdobyta reputacja, firmy produkującej niezawodne chronografy, przydawała się także czasach pokoju. Opatentowany na początku XXw. zegarek ze stoperem o obiecującej nazwie Vitesse (czyli "prędkość") stał się ulubioną zabawką policjantów. Podziałka na tarczy (od 15 do 150 km/h) pomagała ustalić prędkość, z jaką poruszały się pierwsze automobile. A rozwijały wtedy nawet 30 km/h!

światowej jego przedstawiciel skontaktował się z firmą Breitling i złożył zamówienie na dużą liczbę zegarów pokładowych dla samolotów należących do Królewskich Sił Powietrznych (Royal Air Force). Zlecenie udało się dosyć szybko zrealizować i zegary trafiły do Londynu jeszcze przed wojną. A kiedy w czasie jej trwania Anglicy potrzebowali kolejnych, członkowie ruchu oporu przemycali je do Francji i dostarczali na prowizoryczne lądowisko na jednej z łąk. Tam lądowały małe brytyjskie samoloty, które potem przewoziły towar do Anglii.

W 1941 r. Breitling stworzył specjalny zegarek dla pilotów, nazwany Chronomat. Za pomocą tego miniaturowego, mechanicznego komputera piloci mogli dokonywać nawet bardzo skomplikowanych obliczeń, m.in. prędkości, przebytej odległości i zużycia paliwa.

Czasomierze firmy Breitling były tak znane w branży lotniczej, że na początku lat 50. produkowane w La Chaux-de-Fonds chronografy pokładowe pracowały już w kokpitach samolotów należących do ponad 25 linii lotniczych, m.in. United Air Lines, BOAC, Lockheed, Douglas, KLM, Vickers i Air France.

2 maja 1952 r. De Havilland Comet - pierwszy na świecie komercyjny odrzutowy samolot pasażerski, wyruszył z Londynu do Johannesburga i był to początek ery samolotów odrzutowych. W tym samym roku Breitling zaprezentował specjalny model ze stoperem, który z powodzeniem mógł być wykorzystywany jako instrument nawigacyjny. Nazywał się Navitimer (od słów: "navigation" i "timer") i w porównaniu z doskonale znanym już modelem Chronomat oferował dużo więcej funkcji. Za pomocą tego naręcznego zegarka piloci mogli dokonywać najważniejszych pomiarów: m.in. zużycia paliwa, średniego wzrostu lub spadku wysokości, średniej prędkości, przeliczania mil na kilometry.

Model Navitimer stał się kultowym zegarkiem pilotów z całego świata, a także oficjalnym czasomierzem AOPA (Aircraft Owners and Pilots Association), największej międzynarodowej organizacji zrzeszającej pilotów i właścicieli statków powietrznych w 61 krajach. Pewne elementy tego modelu pozostały niezmienione do dzisiaj, a on, klasyk gatunku, wciąż jest produkowany.

Sukces gonił sukces i nic nie zapowiadało, że ta dobra passa szybko się skończy. Niestety. Na początku lat 70. Japończycy wprowadzili na rynek pierwsze zegarki kwarcowe, które były nawet do pięćdziesięciu razy dokładniejsze od mechanicznych. Świat opanował szał kwarcu i wydawało się, że dni zegarków mechanicznych są policzone. Willy Breitling bardzo to przeżył. W 1973 r. przeszedł zawał serca, ale dzięki wojowniczej naturze szybko doszedł do siebie i już rok później wprowadził na rynek dwie kwarcowe wersje modelu Chronomat, a w 1975 r. także kwarcowego Navitimera.

Podniebne figury i wyścigi

Schneider konsekwentnie rozbudowywał kolekcje zegarków dla pilotów. Firma zaczęła współpracę z Frecce Tricolori, zespołem akrobacyjnym włoskich sił powietrznych i powstały nowe, specjalne modele. Chronografy Chronomat nosiły też m.in. grupy akrobacyjne z Japonii, Wielkiej Brytanii i USA.

Schneider jest miłośnikiem lotnictwa i podobnie jak jego syn Theodore ma także licencję pilota sportowego. Dlatego na niektórych imprezach można go nawet zobaczyć za sterami samolotu. Firma sponsoruje kilka akrobacyjnych zespołów, m.in. Breitling Jet Team - jedyny, w którym akrobacje na odrzutowcach wykonują cywilni piloci. Nie mniej spektakularne są też występy akrobatów z grupy Breitling Devils czy Breitling Angels. Kilka lat temu ambasadorem marki został znany z zamiłowania do samolotów John Travolta, który ma licencję pilota i jest właścicielem kilku maszyn, w tym boeinga 707.

Od 2002 r. zegarki Breitling zdobią także tablice przyrządów w samochodach Bentley. Zaczęło się od modelu Continental GT, najmocniejszego coupé tej marki, a rok później Breitling po raz pierwszy wystąpił jako sponsor ponad 600-konnego bolidu, który wygrał kultowy, 24-godzinny wyścig Le Mans. Współpraca obu firm trwa w najlepsze. Powstała nawet specjalna kolekcja zegarków Breitling for Bentley, która co roku się powiększa.

I chociaż większość właścicieli zegarków Breitling nigdy nie zasiądzie za sterami boeinga czy nawet małej cessny, to z navitimerem na ręku każdy może się choć trochę poczuć władcą przestworzy.

Tekst: Magdalena Piekarska

Zdjęcia: Shutterstock, materiały prasowe (montaż)

Zobacz też na Logo24 :