Gdy nieco podrośliśmy, dylemat pozostał ten sam, zmienili się tylko bohaterowie. Zastanawialiśmy się, kto wyszedłby ze starcia zwycięsko, mistrz karate czy czempion dżudo? Świetny zapaśnik czy mistrz kung-fu? Z takich młodzieńczych rozważań musiał się zrodzić pomysł na formułę mieszanych sztuk walki (MMA), starcie wojowników o różnych umiejętnościach, różnej przeszłości sportowej i różnych technikach walki. MMA dało odpowiedź, która - gdyby ktoś podał nam ją wtedy pod trzepakiem - zdziwiłaby nas i pewnie trochę rozczarowała. Liczy się wszechstronność. Prawdziwy kozak musi dobrze wyćwiczyć tzw. stójkę (boks, kick boxing, muay thai lub np. karate), obalenia (zapasy, dżudo, sambo) i parter (brazylijskie dżiu-dżitsu).

Człowiek z klatki

Żeby się przekonać, jak wygląda repertuar technik kompletnego wojownika, spotykam się z Mirkiem Oknińskim. To były mistrz Europy w brazylijskim dżiu-dżitsu w kategorii brązowych pasów. To on przygotowywał Mariusza Pudzianowskiego do debiutu w MMA. Pudzian docenił to i nadal ćwiczy pod jego okiem. W 2002 r. Mirek organizował pierwsze w Polsce walki w klatce, nazywane wtedy jeszcze zgodnie z brazylijską tradycją vale tudo. Klatkę wykonał na jego zamówienie podwarszawski kowal. Siatka była na początku metalowa. W kontakcie z nią zawodnicy się ranili, Mirek zastąpił ją więc taką, w której druty były powlekane plastikiem. Na tym kończyły się pieszczoty. W jego turniejach można było m.in. kopać w głowę leżącego, choć zakazane były np. ciosy łokciami. Z czasem klatkę zamieniono na ring. Po 11 zawodowych galach, pierwszych zawodowych mistrzostwach Polski w MMA i założeniu amatorskiej ligi, w której walczy się w kaskach i ochraniaczach, Mirek stracił zapał organizatorski i poświęcił się pracy trenerskiej.

Trenował przed pierwszą walką w klatce Maćka Kawulskiego, współwłaściciela najprężniejszej polskiej federacji MMA - Konfrontacji Sztuk Walki. Przygotowywał Łukasza Jurkowskiego i Antoniego Chmielewskiego do ich wygranych w KSW. Współpracował z Pawłem Nastulą przed jego pierwszą walką w japońskiej federacji Pride FC. Wprowadzał w tajniki MMA instruktorów Centrum Szkolenia Policji w Legionowie.

Spotykamy się w sali bokserskiej warszawskiej Gwardii. To tu Pudzian pod okiem trenera Jacka Kucharczyka szlifuje techniki bokserskie. Pan Jacek udostępnia nam ring, a Mirek grzecznie zagaja: - Mam ci pokazać wszystko? Nie ma problemu. Nie bój się, ja jestem delikatny - poklepuje mnie przyjacielsko po plecach, uśmiechając się jak... niedźwiedź.

Zerkam zezem na jego posturę. Waży około 110 kg, ja jestem o 17 kg lżejszy. Ale mimo to ja będę dziś tym, który bije. Tak się umówiliśmy. Nawzajem powalczymy tylko w parterze.

MMAMMA 

Ubieram jego klubową bluzę, na dół zakładam spodenki od muay thai. Po takiej metamorfozie czuję, jakbym zatankował wysokooktanowego paliwa. Nie mogę ustać spokojnie. Walę wysokimi kopnięciami okrężnymi w twardy bokserki worek. Proste, banalne, ale jaka radocha!

- Spokojnie, bo się zmachasz, a mamy dużo do zrobienia - hamuje mnie Mirek. Sięga do ogromnej trenerskiej torby, w której trzyma swoje skarby. Czego tam nie ma: tarcze bokserskie, małe i duże do ćwiczenia kopnięć, kaski, ochraniacze na piszczele, rękawice - bokserskie i przeróżne do MMA.

Mirek podaje mi czarne, lekkie "piąstkówki". Nie rękawice, a raczej rękawiczki, bo w porównaniu z bokserskimi są szokująco cienkie. Podobno to lepiej, bo cios zadany cięższą rękawicą bokserską ma większą siłę. Jakoś nie chce mi się wierzyć.

Lewy, prawy i szczupak

Na początku pozycja. Pytam Mirka, jak powinienem stanąć do walki, w której można zastosować każdą sportową technikę?

- W pozycji bokserskiej, z tą różnicą, że nie ustawiasz się bokiem, ale przodem. Tak, żeby łatwo można było zastosować techniki zapaśnicze - tłumaczy trener. Staję dumny i trochę blady, a on bierze do ręki dużą tarczę i opiera ją o udo. Rozumiemy się bez słów. Zaczynam bombardowanie low kickami. Dokładnie takie samo, jakie zaaplikował Pudzian Najmanowi. I nic dziwnego, bo sztandarowa technika muay thai i karate kyokushin to podstawa. Na ringu i na ulicy. Dobrze wykonana sprawia wielki ból i znacznie ogranicza mobilność przeciwnika. Ach, gdyby widzieli mnie teraz koledzy spod trzepaka!

Mirek, już bez uśmiechu, podnosi tarczę w górę i przelatujemy do następnej techniki z muay thai i karate - kopnięcia kolanem.

Łup! Łup! Łup!

- Panowie, wolniej - krzyczy przerażony fotograf Albert Zawada, który usiłuje zrobić czyste zdjęcie. Dobra, zwalniamy. Ale tylko dlatego, że Mirek zakłada na ręce bokserskie tarcze. - Bokserski lewy prosty, potem prawy plus lewe wysokie kopnięcie okrężne - instruuje.

Lewy prosty to podstawa. Zawsze i wszędzie. Amen. A jak jeszcze pójdzie za nim prawy, z zasady mocniejszy, i jak oba uderzenia dojdą do punktu, to właściwie może być po walce. Gdyby jednak nie było, to warto dołożyć kopnięcie w głowę. Dobrze wykonane, zwala z nóg.

Ta kombinacja to podstawowy element szkolenia muay thai i kick boxingu. Trzy pierwsze litery alfabetu. Ach! Bach! Ciach!

- Nie przeskakuj na nogach, ustawiając się do kopnięcia. Tracisz kontakt z ziemią, zapaśnik wykorzysta to i wejdzie ci w nogi. Chcesz tego? - tłumaczy. Odpowiadam, że nie, ale chętnie sprawdziłbym, jak to jest, wchodzić komuś w nogi. - Nie ma sprawy. Lewy, prawy, a potem wchodzisz. I pchasz mnie na liny. Jedziemy! - tłumaczy.

Wykonuję klasyczną kombinację Randy'ego Couture'a. Jednego z najlepszych i najstarszych zawodników MMA. Gość zdobył już wszystko, co było do zdobycia. Był mistrzem federacji Pride i UFC. I choć ma 46 lat, to nadal wchodzi do klatki, żeby się lać z młodszymi o przeszło 20 lat chłopakami. Styl Randy'ego jest równie dojrzały, jak on sam. Jest genialnym zapaśnikiem. Doskonale radzi sobie także z boksem. A więc lewy, prawy, po których atakowany podnosi gardę, żeby ochronić głowę. A wtedy błyskawiczny rzut szczupakiem do nóg. Ale uwaga, choć wygląda to prosto, to nie jest łatwe. Wiedząc o tym, daję z siebie maksimum i solidnie dopycham Mirka do lin.

- Uważaj, bo zaraz wylecimy z ringu! To nie wrestling - krzyczy Mirek.

Nie spotkaliśmy się tu po to, żebym wczuwał się w Mickeya Rourke'a.

Kamasutra to podstawa

Zmieniam temat i proszę Mirka, by mi pokazał, jak się uderza łokciami. Przecież w UFC (tak w USA nazywają MMA) jest to dozwolone. Z wyraźną przyjemnością zaczyna machać mi przed nosem łokciami. Przy jednym z ruchów trafia mnie lekko w czółko. Au! To zabawa tylko dla osób z mocnym układem kostnym i podwyższoną tolerancją na ból!

- MMA jest mniej urazowe nie tylko od muay thai, ale nawet od boksu i K1 - tłumaczy jednak Mirek.

- Tam, jeżeli ktoś wyląduje na dechach, to jest liczony. A potem wstaje i znów mu obijają głowę. A w MMA, jak sędzia widzi, że ktoś odpływa, to natychmiast przerywa walkę.

Jego słowa uspakajają mnie, czuję się wręcz zrelaksowany. To dobrze, bo przechodzimy do zajęć w parterze. Już nie na ringu, ale wprost na plastikowej podłodze. - Mirek, to zaczyna wyglądać jak kamasutra - wtrąca z szelmowskim uśmieszkiem obserwujący nas Jacek Kucharczyk. - No co?! Kamasutra to podstawa - ripostuje Mirek.

Kładzie się na plecach. Podnosi w górę prawą nogę. Ja obejmuję ją na wysokości kolana. Piszczel opieram o jego brzuch. - O rany, niezłe masz kości - jęczy trochę Mirek.

Moje piszczele są długie i cienkie. Dobrze użyte, są świetną bronią.

W końcu się usadawiam i zgodnie z jego instrukcją zaczynam... rozbijanie głowy młotkiem. Hammerfist to specjalność MMA. Jakie ma znaczenie, zaprezentował w swej ostatniej walce najwybitniejszy polski zawodnik Mamed Khalidow. Walcząc z mistrzem federacji Sengoku brazylijczykiem José Santiagą, znalazł się pod nim na ziemi. Błyskawicznie trafił go "młotkiem" w głowę i tak oszołomił, że mógł go potem wykończyć w kilka sekund.

Mój pan od WF powtarzał, że zawsze trzeba brać przykład z najlepszych. Bardzo się więc staram, żeby mój młotek był naprawdę w porządku. Biorę duży zamach i celuję prosto w skroń. Moja pięść zatrzymuje się tuż przed jego głową. Gdybym nie powściągnął ręki, znokautowałbym trenera. A on się uśmiecha - jest w końcu ze mnie zadowolony.

- Mireeek, to może teraz coś z brazylijskiego dżiu-dżitsu? - proszę. Mirek omiata spojrzeniem podłogę. Czysta. Kładziemy się na plecach. Łapię go rękami i oplatam nogami za wyprostowaną rękę, opieram jego łokieć na udzie w okolicach kości łonowej. Z boku Kucharczyk nie kryje już szyderczego rechotu. Ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.

Zawodnicy brazylijskiego dżiu-dżitsu wiele razy pokonywali już bokserów. Właśnie takimi "przytulankami".  Tzw. balacha, popularna dźwignia na staw łokciowy, może wygenerować nacisk rzędu 250 kg. Żeby pokruszyć łokieć, wystarczy znacznie mniej. A balacha w BJJ to podstawa.

Robimy więc kolejną balachę, ale taką bardziej niekonwencjonalną. Tylko ja leżę na ziemi, a Mirek się nachyla nade mną. Łapię go za rękę, a nogi opieram o bark i plecy. Mirek błyskawicznie klepie mnie w nogę, dając do zrozumienia, że się poddaje. Czyli, działa.

- No, co byś jeszcze chciał przeżyć? - pyta Mirek. Obok na ringu pan Jacek trenuje z młodym adeptem boksu. - Mirek, daj mi na sam koniec coś naprawdę mocnego, taką największą petardę wśród technik MMA - tłumaczę.

W ułamku sekundy ląduję na ziemi. Mirek chwyta mnie za łydkę, a jego stopa rusza w stronę mojej głowy. Odruchowo usiłuję zasłonić się ręką, ale gdyby naprawdę chciał mi zrobić krzywdę, urwałby mi łeb kopniakiem. To soccerkick! Straszliwe i jakże kochane przez żądne krwi tłumy kopnięcie, które było znakiem rozpoznawczym nieistniejącej już japońskiej federacji Pride FC. Nie czas jednak na refleksje, bo Mirek od kopnięcia piłkarskiego płynnie przechodzi do nowej techniki - zaczyna kopać mnie nogą spadającą pionowo z góry na głowę.  Widzę dobrze podeszwę jego adidasa, która miga mi przed oczami. Taki kop to kaplica.

Kto wraca na piechotę?

Kończymy trening butelką wody. - MMA może trenować każdy - mówi z przekonaniem Mirek. - Dzieci i ludzie po czterdziestce też. Jeżeli ćwiczy się rekreacyjnie, to wszystko się robi wolniej i lżej. Na zasadzie sportu, samoobrony i zabawy. Ważne jest tylko, żeby się nie zatuczyć. Bo wtedy są problemy z wydolnością. Ja ćwiczę już tylko dla zdrowia, bo trening przekrojowy jest naprawdę najrozsądniejszym rozwiązaniem. Jednego dnia można uprawiać np. boks, innego zapasy i brazylijskie dżiu-dżitsu. Za każdym razem ciało wykonuje inną pracę. Inaczej pracują mięśnie i stawy. Nie ma kontuzji, które wynikają z przeciążenia jednym rodzajem ruchu. Tu liczy się psychika. Determinacja. Zawodnikowi idącemu do walki mówię, że jesteśmy skromni, ale najlepsi. Wchodzisz i wygrywasz albo wracasz do domu pieszo. Pudzian ma to we krwi. Zobaczysz, on jeszcze będzie mistrzem świata MMA.       

Tekst: Alex Kłoś

Zdjęcia:  Albert Zawada, Radosław Joźwiak, Getty Images/FPM, Wikipedia (montaż)

Zobacz też na Logo24 :